Ogólne

Nagranie ze Spotkania o Leskich judaicach

Tak jak obiecywaliśmy udostępniamy Państwu nagranie z ostatnich Spotkań Karpackich online z 25 marca br., na których Andrzej Potocki zajmująco opowiadał o dziejach leskich Żydów i znajdujących się w tym mieście judaicach, a także o cadyckich rodach Horowitzów i Rubinów. Plik z nagraniem jest dostępny pod tym linkiem. Zapraszamy do oglądania.
Przy okazji równie serdecznie zapraszamy do lektury dostępnego na naszym portalu zdygitalizowanego piątego tomu Almanachu karpackiego „Płaj”, który jest w całości poświęcony karpackim Żydom, zawiera bowiem materiały ze zorganizowanej przez nasze Towarzystwo w 1991 r. w Bieszczadzkim Domu Kultury w Lesku sesji popularnonaukowej zatytułowanej „Żydzi w Karpatach” (wystarczy kliknąć na okładkę). Kto by pomyślał, że minęło już trzydzieści lat.

Czarowna, karpacka Słowacja

Nakładem Oficyny wydawniczej „Rewasz” ukazał się właśnie przewodnik pt. „Czarowna Słowacja” będący autorskim dziełem Marka Styczyńskiego i Anny Nacher. Dziełem ze wszech miar oryginalnym, nie jest to bowiem typowy przewodnik, lecz całkiem subiektywna w dobrym tego słowa znaczeniu propozycja zwiedzania Słowacji, takiej jak ją widzą autorzy. Książka liczy 336 stron (w tym 32 strony barwne), zawiera 132 ilustracje w tekście, 5 planów i mapek. Wewnątrz skrzydełek okładki orientacyjna mapa Słowacji. Zainteresowanie Słowacją, tym najbardziej karpackim krajem jest w pełni uzasadnione. Szukającym „karpackości” kraj ten oferują ją w czystej postaci – od najwyższego szczytu Karpat (Gerlach, 2655 m n.p.m.), przez jedno z najbogatszych skupisk krasowych nie tylko w Karpatach, ale w Europie (Słowacki Kras, Murańska Planina), po właściwe tylko Słowacji instrumenty muzyczne oraz relikty z dalekiej przeszłości (pasterstwo, teatr obrzędowy, muzyka). Niniejszy przewodnik to bardzo osobisty, przedstawiony z pasją opis tego kraju. Więcej informacji na stronie „Rewaszu”.

Co to za cerkiew?

Niecały miesiąc temu zmieściliśmy na karpackich informację o tym, że na aukcji „Sztuka dawna. Prace na papierze” Domu Aukcyjnego Desa Unicum będzie można nabyć akwarelę Aleksandra Augustynowicza przedstawiającą cerkiew strukowską w Jasini. Okazuje się, że na wystawionym na sprzedaż i zaprezentowanym przez nas obrazku przedstawiona jest jednak inna cerkiew. Dr Włodzimierz Witkowski, jeden z najlepszych znawców  cerkwi huculskich, zwrócił nam uwagę, że jest to bez wątpienia cerkiew św. Dymitra w Tatarowie.

Cerkwie są podobne, ale jasiniańska ma bardziej zwartą i wyższą w proporcjach bryłę, inaczej zwieńczony okap pod namiotowym dachem oraz daszek obwodowy poniżej głównego. Zasadniczo różnią się także dzwonnice. Tatarowska, widoczna na pierwszym planie na akwareli, jest znacznie mniejsza od jasiniańskiej i jest zupełnie inaczej usytuowana w stosunku do samej świątyni. Jak widać my też daliśmy się zwieść podobieństwu obydwu świątyń i zaakceptowaliśmy identyfikację zaproponowaną przez Desę Unicum. Czytaj dalej

Mikuliczyńska Madonna czy św. Jadwiga?

W Kurierze Galicyjskim nr 22 z pierwszej połowy grudnia 2020 r. w dziale „Okruchy historii” ukazał się tekst Petra Hawryłyszyna i Leona Orła o Mikuliczynie i błogosławionej siostrze Marii Antoninie Kratochwil. Niestety część zamieszczonych w nim informacji aż prosi się o sprostowanie, co niniejszym czynimy. Otóż rzeźba znajdująca się do dziś na terenie dawnego Dom Zdrowia dla studentów Uniwersytetu Lwowskiego w Mikuliczynie (nie jak piszą autorzy Uniwersytetu Warszawskiego) wybudowanego staraniem lwowskiej „Opieki Zdrowotnej” i oddanego do użytku  w 1928 r. nie przestawia św. Jadwigi, lecz jest statuą Matki Bożej, Patronki Polskiej Młodzieży Akademickiej, wykonaną przez znaną lwowską malarkę, rzeźbiarkę, lalkarkę i scenografkę Janinę Petry-Przybylską w 1938 r. Dom, który okrywa swoim płaszczem MB to XV-wieczna krakowska „burska jagiellońska” będąca tu symbolem domów akademickich. Żeby jednak Kurierowi Galicyjskiemu nie było smutno, dodajmy że podobny błąd popełnił także Jerzy Danilewicz autor artykułu „Worochta: drugie Zakopane” zamieszonego w Polityce nr 4.2019. Czytaj dalej

Vincenz w gościnie u Bojków

Miło nam poinformować, że wystawa pt. „Dialog o losie i duszy. Stanisław Vincenz (1888-1971)” wg scenariusza dr Jana A. Choroszego firmowana przez Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego, prosto z Sanoka  zawędrowała w gościnne progi Gminnego Muzeum Kultury Duchowej i Materialnej Bojków w Myczkowie, w którym – jako że czas dalszym wędrówkom specjalnie nie sprzyja – będzie ją można oglądać pewnie do końca tego roku. Mamy nadzieję, że wystawowi Huculi, choć to górska arystokracja wyniośle i lekceważąco traktująca niegdyś Bojków, jednak dziś gościnę u nich przyjmą z wdzięcznością. Wszystkich, których losy zwiodą w okolice Solińskiego Zalewu zapraszamy serdecznie do jej obejrzenia.

W obronie Stanisława Vincenza

O kuriozalnym artykule Jurjia Smironowa pt. Nieznany Stanisław Vincenz opublikowanym w „Kurierze Galicyjskim” nr 6 z tego roku już wspominaliśmy, teraz publikujemy list skierowany do redaktora tego czasopisma przez dr Jana Choroszego, jednego z najlepszych znawców twórczości i biografii autora „Połoniny”.

Szanowny Panie Redaktorze,
dotarł do mnie 6. numer „Kuriera Galicyjskiego” (31 marca – 27 kwietnia 2020) z artykułem Nieznany Stanisław Vincenz Jurija Smirnowa. Dziwię się, że tekst, którego autor faktycznie niewiele wie o życiu i twórczości autora Połoniny, został opublikowany w piśmie kierowanym przez Pana. Jak wnioskuję z przytoczeń, Jurij Smirnow oparł się na doniesieniach prasowych lwowskiego pisma „Nowy Wiek” – nie czytał biografii Stanisława Vincenza, napisanej przez prof. Mirosławę Ołdakowską-Kuflową (Stanisław Vincenz – pisarz, humanista, orędownik zbliżenia narodów. Biografia, Lublin 2006; dostępna jest od wielu lat w przekładzie na język ukraiński), ani też obszernego studium prof. Olgi Ciwkacz Sokrates przed lwowskim sądem (w zbiorze Zatrudnienie: literat. Materiały, studia i szkice o Stanisławie Vincenzie, red. Jan A. Choroszy, Wrocław 2015). W obu publikacjach cała „tajemnica” tzw. procesu Polminu została wszechstronnie i obiektywnie wyjaśniona. Po zapoznaniu się ze wszystkimi relacjami sprawozdawcy sądowego „Wieku Nowego”, poświęconymi procesowi (1931, nry 9004-9010, 9095-9099, 9103, 9110, 9112), mogę ponadto stwierdzić, że pan Smirnow nie zadał sobie trudu, aby czytelników „Kuriera Galicyjskiego” zapoznać nie tylko z linią oskarżenia, lecz także obrony – w tym wypadku lwowski Sąd, wysłuchujący oskarżonych, a w końcu uniewinniający „Vincenza i towarzyszy”, zachował się dużo lepiej niż Pański dziennikarz, który złamał – jak mi się wydaje – podstawowe zasady odpowiedzialnego wykonywania swego zawodu. Pragnę zwrócić uwagę, że ponosi Pan za ten eksces moralną odpowiedzialność. Proszę we własnym sumieniu ocenić, co Pan powinien teraz uczynić.

Z poważaniem

dr Jan A. Choroszy
Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego

Mały jubileusz karpackich

Dziesięć lat temu, jakoś tak pod koniec maja 2011 r., dzięki pomocy Justyny i Mikołaja wystartowała nowa strona Towarzystwa Karpackiego z aktualnym adresem www. karpaccy.pl i w takiej postaci, w jakiej obecnie można ją oglądać. Od tamtego czasu na naszym portalu pojawiło się blisko tysiąc dwieście wpisów. Więcej nie daliśmy rady.
Skargi, zażalenia i pretensje, które redaktor przyjmuje, acz bez specjalnego entuzjazmu, pod adresem poczta@karpaccy.pl, zostaną wnikliwie i skrupulatnie, wcześniej, albo raczej później, rozpatrzone.

Ku pokrzepieniu serc karpackich

Żeby tym, którzy siedzą w miejskich murach nie przyszło przypadkiem do głowy, że Karpat już nie ma, redaktor karpackich postanowił zamieścić obrazek dla dodania otuchy.
Kochani, góry są na swoim miejscu! Nawet mimo tego, że 56. Studenckiego Rajdu „Beskid Niski” w nich nie ma.

Opowieści z dawnego Bystrca pod Czarnohorą

Wywiązując się ze złożonej jakiś czas temu obietnicy publikowania artykułów z wydanych wcześniej tomów Płaju przypominamy dziś obszerny tekst Andrzeja Ruszczaka z tomu 53, w którym autor prezentuje opowieści huculskie znalezione w zapiskach Stanisława Vincenza przechowywanych w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu. Nie są to zwykłe ludowe legendy, lecz historie „z życia” nasycone elementami nadnaturalnymi. My, z naszym sceptycyzmem i racjonalizmem, czytając je, możemy uśmiechać się z politowaniem, ale dla Hucułów sprzed blisko stulecia była to codzienna rzeczywistość ich świata, niebudząca najmniejszych wątpliwości. A i dzisiaj wydaje się to być ciekawa lektura na przymusowe domowe wieczory. Do pobrania w pdf-ie.

Mistrzyni wielkanocnej tradycji

Najnowszy numer Wierchowińskich Wieści z 17 kwietnia 2020 roku na pierwszej stronie zamieścił krótki wywiad z Julią Potiak, młodą pisankarką z podczarnohorskiego Bystrzca, nawiązując w ten sposób do wypadającej w najbliższą niedzielę Wielkanocy w obrządku wschodnim. O Julii pisaliśmy już na naszym portalu przy okazji  „Spotkanie Vincenzowskiego” w Bystrzcu i międzynarodowej konferencji „Vincenz. Dialog – Karpaty – Europa Wschodnia” w Krakowie, w której brała udział. Teraz zachęca ona wszystkich do podtrzymywania pięknej huculskiej tradycji malowania pisanek, po to, żeby podarować je bliskim i kolegom w przeddzień Święta Zmartwychwstania Chrystusa.
Jeśli nie robiłeś tego wcześniej, może Ci się to wydawać trudnym zadaniem – mówi Julia – ale wcale tak nie jest, pomimo faktu, że rysowanie na powierzchni jajka jest oczywiście trudniejsze niż na papierze. Zajmować się malowaniem pisanek może każdy, ale musi pamiętać o tym, że te rysowane na pisance wzory wypełnione są głęboką treścią i pochodzą z dawności. Dobrze jest, jeśli rysunek na jajku zawiera symbole, które są bliskie osobie nią obdarowanej. Każda pisanka ma swoje własne znaczenie, każdy rysunek wykorzystujący różne symbole ma inne sakralne przesłanie. Dlatego wspierajmy i kultywujmy te piękne tradycje naszych przodków – Христос Воскрес!