Nakładem wydawnictwa BOSZ ukazał się album pt. „Karpacki świat Bojków i Łemków. Roman Reinfuss. Fotografie” z tekstem Zbigniewa Libery i Huberta Ossadnika. Zawiera zbiór ponad dwustu unikatowych zdjęć ze zbiorów Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku wykonanych przez znakomitego etnografa Romana Reinfussa, który zafascynowany kulturą Bojkowszczyzny i Łemkowszczyzny przez wiele lat dokumentował tradycje kulturowe tych terenów. Podróżując z aparatem fotograficznym po Karpatach, badał życie codzienne, obyczaje i kulturę ich mieszkańców. Jego zdjęcia odznaczają się szczególną wartością dokumentacyjną. Reinfuss dokumentował nie tylko obyczaje ludności, ale także i budownictwo ludowe – chaty, kościoły, kapliczki, cmentarze, młyny itp. Oprócz zdjęć album zawiera także bogaty zbiór archiwalnych dokumentów.
Kategorie









językoznawca, autor wielu opracowań i publikacji, w tym fundamentalnej pracy z 1995 r. pt. Słownictwo i nazewnictwo łemkowskie. Kolega Janusz Rieger opowie nam m.in. o znaczeniu elementów „wołoskich” dla problemu kolonizacji Łemkowszczyzny, o problemie autochtoniczności Łemków, oraz o wpływach polskich i słowackich na ich język. Parę słów poświęci też zmianom i zanikowi mowy łemkowskiej w Polsce oraz możliwościom i próbom jej rewitalizacji. Mówiąc o nazwach miejscowości przypomni także próby rugowania z krajobrazu kulturowego dawnych nazw ukraińskich na pograniczu łemkowsko-bojkowskim. Jak więc widać wieczór zapowiada się fascynująco – obecność obowiązkowa, serdecznie zapraszamy! Spotykamy się 17 kwietnia 2015 r., jak zwykle w piątek o godz. 18 w Muzeum Ziemi PAN w Warszawie przy al. Na Skarpie 27.
Ile to kosztowało zabiegów, starań i pracy, ile siwych włosów, to tylko Tadeusz Kiełbasiński wie, ale w końcu dopiął swego – udało się – nad zabytkową
Kiedyś ze strzechą nie było problemu. W każdej łemkowskiej wsi znalazł się co najmniej jeden fachowiec, który potrafił ukręcić dobre kiczki i pokryć nimi dach. Dziś położenie nowej strzechy nie jest prostą sprawą – zacząć trzeba od zasiania żyta, potem należy je ręcznie zebrać i ręcznie wymłócić, a fachowca, który z tej słomy żytniej skręci dobrą kiczkę ze świecą dziś szukać. Dość powiedzieć, że kiczki na strzechę w Olchowcu przywożone były aż spod Rzeszowa. Ale w końcu udało się, jedna z ostatnich łemkowskich chyż in situ w Beskidzie Niskim pyszni się nowa strzechą, a przy okazji i nowym szczytem (tzw. facyjatem). Serdeczne gratulacje dla Tadeusza i gorące podziękowania wszystkim, którzy się do tego dzieła przyczynili.