Wszystko na temat: Bieszczady

Kolędowanie w Łopience roku 2023

„Królowa śniegu srebrnym welonem swym przykryła prawie świat cały
 wystawić nos poza domu próg to wyczyn nie lada śmiały
u…uuuu zawirował świat ….”

Rzeczywiście zawirował świat podczas tegorocznego kolędowania w Łopience i niech żałują wszyscy, którzy nie wystawili nosa poza próg domu. Aura była zimowa, welon śniegu może nie oszałamiający, ale wystarczająco głęboki żeby stworzyć piękną białą otoczkę i choć słonko nie przebijało się przez chmury, to jednak gorący zapał wszystkich kolędników wystarczająco rozgrzał atmosferę.


Czytaj dalej

Na kolędowanie do Łopienki

„Pójdźmy wszyscy do Łopienki
do Jezusa i Panienki
powitajmy Maleńkiego
zaśpiewajmy coś dla niego”

Serdecznie zapraszamy w sobotę 28 stycznia 2023 do Łopienki na tradycyjne kolędowanie. Mile widziane są instrumenty muzyczne. Prosimy ubrać się  ciepło, bowiem w cerkwi zimą bywa zimniej niż na zewnątrz! Oczywiście przewidujemy przerwę na regenerację sił i zapewniamy gorącą herbatę z ciasteczkiem. Zaczynamy o godz. 10, a kończymy dopiero wtedy, kiedy sił nam całkiem zabraknie.

A więc do zobaczenia w Łopience.

Zbyszek Kaszuba

O bieszczadzkim cierniu w wilczej łapie

W najbliższy czwartek, 12 stycznia 2023 r. o godz. 18 w Klubie Absolwenta w Gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej przy Placu Politechniki 1, Staszek Kryciński będzie opowiadał o swojej najnowszej książce pt. „Bieszczady. Cierń w wilczej łapie” wydanej w grudniu ubiegłego roku przez wydawnictwo Libra.pl, o której już na naszym portalu pisaliśmy na początku grudnia. Ów „cierń” to nawiązanie do tragicznych losów Terki i Wołkowyi, dwóch wsi sąsiadujących ze sobą, splecionych w XX w. węzłem polsko-ukraińskiego konfliktu, który znalazł krwawy epilog w zbrodni dokonanej w lipcu 1946 r.
Jak trafić do Klubu Absolwenta? Łatwizna. Gdy głównym wejściem wejdziemy do Dużej Auli PW i odwrócimy się w lewo, to w lewym narożniku zobaczymy szklane drzwi do Klubu Absolwenta.
Zapraszamy serdecznie! Na spotkaniu z autorem będzie można oczywiście nabyć książkę. Ceny promocyjne, autografy gratis!

Najnowsza książka Staszka Krycińskiego

Rok temu, mniej więcej o tej właśnie porze zamieściliśmy post pod tytułem „Nowa książka Staszka Krycińskiego”. Dziś ten tytuł wypada powtórzyć, tyle że książka jest inna, całkiem świeża. Autor w myśl zasady „co rok, to prorok” oddaje do rąk czytelników nową pozycję o Bieszczadach. Tym razem z podtytułem „Cierń w wilczej łapie” nawiązującym do tragicznych losów Terki i Wołkowyi, wsi sąsiadujących ze sobą, splecionych w XX w. węzłem polsko-ukraińskiego konfliktu, który znalazł krwawy epilog w zbrodni dokonanej w lipcu 1946 r. Większość opisanego w tej książce obszaru zawiera się między pasmami Otrytu i Żukowa. W dorzeczu potoku Czarnego z istniejących tu dziewięciu wsi pozostały tylko Czarna, Polana i Żłobek. Ta pierwsza, jedna z największych w Bieszczadach, miała dwie cerkwie i dwa dwory, z których jeden był ufortyfikowany. Polana to rzadki przykład wsi zamieszkiwanej niegdyś po równo przez Polaków i Rusinów. W północno-wschodnim skraju opisywanego terenu odnajdujemy ślady zaginionego zamku w Hoszowie oraz historię niemieckich kolonii w Bandrowie i Steinfelsie. Przeczytamy też o kilku wsiach leżących nad Solinką, w tym o Łopience, z cerkwią skrywającą cudami słynącą ikonę Matki Bożej. Osiemdziesiąt lat temu na tutejsze odpusty przybywały kilkutysięczne tłumy. Po tym jak zrujnowana świątynia została odbudowana przez grupę zapaleńców, kult odżył i od dwudziestu lat znów gromadzą się tu wierni z całego kraju.
Stanisław Kryciński, Bieszczady. Cierń w wilczej łapie, Wydawnictwo Libra PL, 248 str.

Nagranie z opowieści o „Maguryczu”

W ostatni listopadowy czwartek twórca „Magurycza” Szymon Modrzejewski na Spotkaniu Karpackim online nie tylko opowiedział o swojej wieloletniej pracy nad ratowaniem popadających w ruinę nagrobków i figur przydrożnych, ale wtajemniczył słuchaczy w niedostępny dla zwykłych zjadaczy chleba świat sztuki sepulkralnej. I tak jak zapowiadaliśmy, spotkanie z nim było naprawdę niezwykle interesujące. Zatem jeżeli ktoś je przegapił lub z jakiś przyczyn nie mógł oglądać, teraz może nadrobić zaległości, upubliczniamy bowiem niniejszym jego nagranie pod tym linkiem. Zapraszamy do oglądania.

Strażnicy leśni z Komańczy

Zaniedbaliśmy strasznie dział „aukcyjne karpatiana”, więc spróbujemy się choć trochę zrehabilitować. Otóż, na 60 Aukcji Książek i Grafiki Antykwariat i Dom Aukcyjny „Lamus” w dniach 26 i 27 listopada 2022 r., która przeprowadzona zostanie na portalu www.secretera.pl będzie można zakupić oferowaną pod numerem 238 fotografię opisaną jako „Grupa strażników leśnych z Komańczy. Fot. N. Krieger. Ok. 1900 r. Organizator aukcji podje w opisie:
Fotografia ukazująca grupę strażników leśnych, z charakterystycznymi dla Galicji odznakami, w tym czterech w tradycyjnych strojach łemkowskich. Strażnicy z psami, trzymający trofea myśliwskie, pozują zapewne przed zabudowaniami nieistniejącego dziś, drewnianego dworu Kumanieckich w Komańczy niedaleko Sanoka. Fotografia wykonana przez Natana Kriegera (1844-1903), syna znanego krakowskiego fotografa Ignacego Kriegera, po śmierci którego przejął zakład. Fotograf przebywał w Komańczy ok. 1900 r., wykonał wówczas serię zdjęć miejscowości. Odbitka późniejsza, stan dobry. Cena wywoławcza 400 zł.
Zdjęcie jest wielkiej urody, tyle, że wykonano je nie przed dworem, a przy komańczańskiej cerkwi pw. Opieki Matki Bożej. Czytaj dalej

A jak na łopieńskim odpuście było…

Wszystkie znaki na niebie i ziemi stawiały pod znakiem zapytania tegoroczny odpust w Łopience, bowiem od tygodnia w Bieszczadach lało, było zimno, wilgotno i nieprzyjemnie. Potoki wezbrały, ziemia nasiąkła i wszędzie królowało bieszczadzkie błoto, a w dolinie Łopienki mgły i chmury okryły okoliczne szczyty. Na wypożyczonej scenie, która pełniła rolę ołtarza polowego, pomimo daszku nie było skrawka suchej powierzchni. Jedynie cerkiew zapewniała schronienie od deszczu, ale cóż to jest jedna cerkiew na tak wielu.
A jednak mimo tak niesprzyjających warunków już od soboty zaczęli zjeżdżać do Łopienki sprzedawcy i rozstawiać namioty wokół cerkwi, no bo jak odpust, to nie może zabraknąć odpustowych cukierków, korkowców, serduszek i koralików. Od soboty zaczęło się też sprzątanie i dekorowanie cerkwi. Wszystkim kierowała Agnieszka Bernadzka od lat dbająca o właściwy wystrój cerkwi na wszystkich uroczystościach, a pomagali jej tradycyjnie harcerze z Przeworska. Na efekty nie trzeba było długo czekać. W niedzielę odświętnie udekorowana cerkiew powoli wypełniała się przybywającymi pielgrzymami chociaż przez całą noc i poranek padało.
Deszcz nie zniechęcił także uczestników pieszej pielgrzymki z Górzanki, którą jak zwykle prowadził ksiądz Piotr Bartnik. Przez rwące wody potoków i błotniste leśne drogi szczęśliwie dotarła do Łopienki. W tym czasie gotowe już było nagłośnienie, zamontowane przez nadleśniczego Wojciecha Głuszko, dojechała też Agata Rymarowicz, która przygotowała oprawę muzyczną mszy, dojechali także księża. Czytaj dalej

Greckokatolicki odpust w Łopience

Jak już wcześniej zapowiadaliśmy w sobotę 17 września odbyła się w łopieńskiej cerkwi msza w obrządku greckokatolickim, która staje się powoli tradycją i postrzegana jest często jako greckokatolicki odpowiednik odpustu. Związana jest z obchodami święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, które według kalendarza wschodniego przypada 21 września. Mszę odprawił ksiądz dziekan Andrzej Żuraw wraz z księdzem Bogdanem Kiszko. Obecny był także ksiądz Piotr Bartnik, proboszcz rzymskokatolickiej parafii w Górzance, który spowiadał wiernych. Na uroczystość przyjechali parafianie z Komańczy, Mokrego, Zagórza i Brzozowa. Wszystkich którzy chcieliby zapoznać się z wyjątkową atmosferą tego wydarzenia zapraszamy do obejrzenia tego nagrania.

Tajemnicze inskrypcje na Zełeminie

Na ukraińskim portalu rdzs.org umieszczono post o tajemniczych napisach odnalezionych na kamieniach na szczycie bieszczadzkiego Zełemina (1177 m). Napisów jest kilka i są to w większości nazwiska. Nie było by w tym nic dziwnego, mnóstwo jest przecież rytych w piaskowcach karpackich nazwisk zostawianych przez odwiedzających te góry turystów na zasadzie „ja tu byłem”. Zaskakujące są jednak towarzyszące tym nazwiskom daty. Nie są one wprawdzie średniowieczne jak sugerują autorzy postu, ale najstarsza z 1639 roku musi budzić zdumienie. Kto w połowie XVII wieku wyrył na piaskowcowej wychodni tę datę i co on na Zełeminie robił? Towarzyszy jej nazwisko EIŻENECKI (być może EI Żenecki, lub E. Żenecki), które wydaje się być z nią powiązane, choć różne ryty nakładają się najwyraźniej na siebie i pewności mieć nie można. Tuż obok znajduje się napis najwyraźniej łaciński i chyba anonimowy: „ios seia med.[icus?] doctor” (może „niech będzie lekarzem”?) z datą 1794, a więc o 150 lat późniejszą. Na innych kamieniach mamy inne nazwiska: W. Dłużniewski 1803, Jan Putycki bez daty i Baz.[yli?] Czaykowski 1832. Ten ostatni to być może członek Głównej Rady Ruskiej (Головна Руська Рада) w latach 1848-51. Co ich wszystkich na ten bieszczadzki szczyt przywiodło? Musiała to być jakaś nie lada atrakcja, skoro przyciągała ludzi przez setki lat. A może byli to turyści! Jeżeli tak, to trafiali na Zełemin na długo przed tymi, którzy jako pierwsi wędrowali po Tatrach. Jednym słowem, dzieje turystyki trzeba zacząć pisać od nowa.

Co słychać w Łopience?

Oczywiście dzieje się wiele ciekawego, o czym spieszymy poinformować.
– Po pierwsze, 10 września odbyły się w Łopience warsztaty dla dzieci z okolicznych szkół „Spotkanie z żywą tradycją” w ramach projektu „Etnowarsztaty w Łopience” dofinansowanego z funduszy Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Szczegóły i garść fotografii zamieściliśmy w zakładce Łopienka – Etnowarsztaty.
– Po drugie, serdecznie zapraszamy w sobotę 19 września na mszę w obrządku greckokatolickim, która rozpocznie się o godz. 11 w cerkwi łopieńskiej z okazji święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny.
– Po trzecie wreszcie, równie serdecznie zapraszamy na XXIII powojenny odpust w Łopience, który odbędzie się w niedzielę 2 października 2022 roku, a który rozpocznie się o godz. 10.30.