Dzieje kompanii huculskiej 2 pułku piechoty Legionów Polskich (Płaj 38)

Andrzej Wielocha

01_komp_huc_kossakPod koniec listopada 1914 r. 71 rosyjska dywizja piechoty rozpoczęła ofensywę z rejonu Śniatynia i Waszkowiec w górę doliny Czeremoszu. Pod jej naporem austriacka 54 dywizja piechoty gen. Schultheissa cofnęła się aż do Uścia Putyłowego. Dowódca frontu gen. Pfanzer-Baltin postanowił na zagrożony odcinek frontu przerzucić bataliony wydzielone z grupy Legionów Polskich.
25 listopada 1914 r. przyszedł do Rafajłowej rozkaz nakazujący grupie gen. Durskiego złożonej z 5 batalionów 2. i 3. pułku piechoty przejście pospiesznym marszem w dolinę Czarnego Czeremoszu w rejon Krzyworównia – Jasienów Górny na pomoc cofającej się 54 dywizji. Grupa, którą prowadził płk. Zygmunt Zieliński została podporządkowana gen. Schultheissowi dowódcy cofającej się 54 dywizji. Marszruta wydzielonych oddziałów wiodła doliną Dołżyńca, a następnie Prutca do Tatarowa. Postoje wyznaczono w Błotku, Tatarowie, a następnie w Worochcie, Żabiem i w Jasienowie Górnym. Wraz z grupą odeszła z Rafajłowej część artylerii i kawaleria, a za nimi cała Komenda Legionów. Tabory skierowano przez Königsfeld (1), Dombo do Taraczköz w dolinie Cisy, gdzie załadowane zostały na wagony i przewiezione koleją do Körösmezö. Cała ta operacja w literaturze historycznej, a także we wspomnieniach funkcjonuje najczęściej pod nazwą „kampania na Huculszczyźnie”, co jest o tyle ciekawe, że przecież Rafajłowa i jej najbliższe okolice, tak w większości opracowań etnograficznych, jak i w potocznym mniemaniu, to także Huculszczyzna.

01_komp_hucPrzebieg tej kampanii, trwającej zresztą niewiele dłużej jak tydzień, dla interesującej nas tematyki nie jest bardzo istotny, dlatego też omówię go jedynie w skrócie. 29 listopada oddziały legionowe skoncentrowane zostały w Krzyworówni i w opuszczonym przez Austriaków Jasienowie Górnym zajmując jednocześnie Jaworów, Riczkę i Sokołówkę. W pierwszych dniach grudnia toczyły walki z oddziałami rosyjskimi w rejonie Riczki, Horodu, Brustur i Sokołówki, a także atakowały Rożen Wielki. 3 grudnia Austriacy po naciskiem rosyjskich oddziałów oddali Uście Putyłowe odsłaniając w ten sposób prawe skrzydło oddziałów legionowych, a gen. Schultheiss wydał grupie legionowej rozkaz wycofania się do Żabiego. Na drugi dzień dowódca armii gen. Pfanzer-Baltin anulował ten rozkaz i zażądał powrotu na zajmowane stanowiska. Legioniści ponownie zajęli Jaworów i po ciężkich walkach także Sokołówkę. Kiedy jednak gen. Schultheiss po raz kolejny oddał Rosjanom Uście Putyłowe, a także Putyłę i wycofał się na Storonec, Komenda Legionów 5 grudnia zarządziła odwrót do Krzyworówni. A następnie, po zajęciu przez Rosjan 6 grudnia Uścieryk oraz Krasnoiły i wyjściu ich oddziałów praktycznie na tyły legionistów, Komenda Legionów postanawia wycofać oddziały do Żabiego i Worochty. Kampania na Huculszczyźnie dobiegła końca, gdy 8 grudnia grupa płk. Zielińskiego z Worochty transportem kolejowym skierowana została na front pod Ökörmezö.
Bataliony legionowe w tej akcji osiągnęły znaczący sukces, jak podkreślają zgodnie autorzy opracowań – dzięki istotnej pomocy miejscowej ludności huculskiej. Sukces zmarnowany niestety przez Austriaków.
Jednak pobyt oddziałów legionowych przez te pierwsze osiem dni grudnia 1914 r. w sercu Huculszczyzny zaowocował powołaniem do życia kompanii huculskiej, co pośrednio miało także szereg skutków dla międzywojennych dziejów Huculszczyzny.
Charakterystyczne jest to, że u autorów wszystkich opracowań i relacji dotyczących tego epizodu w dziejach walk przyszłej II Brygady Legionów powszechny jest zachwyt nad niezwykle pozytywnym stosunkiem Hucułów do legionistów, jaki objawił się podczas tej kampanii. W odróżnieniu do relacji z walk pod Rafajłową, Zieloną i Mołotkowem, gdzie informacje o współpracy z ludnością miejscową pojawiają się sporadycznie, co najmniej tak samo często jak te, które mówią o jej niechętnym czy wręcz wrogim stosunku do legionistów. To, że te dobre stosunki w trakcie kampanii huculskiej podkreślają autorzy późniejszych opracowań, można by złożyć na karb przemyślanej polityki państwa Polskiego. Administracji państwowej z różnych względów zależało bowiem na eksponowaniu tej współpracy. Jednak ten sam ton odnajdujemy w publikacjach, które powstały bezpośrednio po tych wydarzeniach, jak np. w wydanej w Wiedniu w niecały r. po kampanii na Huculszczyżnie książce Legiony w Karpatach 1914, w której jej autor Bertold Merwin pisze tak (2):
„W okolicach, w których teraz walczyliśmy, byliśmy nie tylko mile widziani, ale wprost entuzjastycznie przyjmowani. (…) Huculszczyzna cała kraśniała radością i szczęściem, że się broni jej przed zalewem kozackim. Hucuł składał dowody, że mu bliższy ten, kto bije Moskala, niż ten, kto go dawniej chciał gwałtem poróżnić z Polakiem. Sercem lgnął do tych, którzy ruszyli w bój.
I wynieśliśmy też z tej naszej akcyi na Huculszczyźnie pewne wrażenia, które się nie zatrą, i pewne wskaźniki, o których przyjdzie mówić wtedy, gdy miecz zostanie schowany do pochwy. Trzeba będzie kłam zadać tym wartogłowom, którzy bajali o nieprzebytych przepaściach… (…)
Na niezepsute pokłady duszy zbiorowej ludu huculskiego pleśń moskalofilska nie dotarła. I to będziemy pamiętali.”
Książka ta miała charakter wybitnie propagandowy, to fakt, ale czy poruszone w tych kilku zdaniach sprawy, to był także element propagandy? Zresztą passus o „pleśni moskalofilskiej” wydaje się świadczyć, że autor książki nie bardzo był świadomy prawdziwych zagrożeń dla polskich interesów na Huculszczyźnie.
Spróbujmy na podstawie dostępnych źródeł prześledzi, kiedy i w jakich okolicznościach doszło do powołania kompani huculskiej i jakie były jej krótkie, ale niezwykle burzliwe losy.
Otóż już od samego początku działań w raportach i relacjach pojawiają się informacje o wyjątkowej przychylności Hucułów wobec legionistów, a także o niesionej przez nich konkretnej pomocy. Wobec braku taborów, które jak już wspomniałem, podróżowały drogą okrężną, oddziały legionowe musiały w pierwszej fazie działań żywić się we własnym zakresie. Oficerowie prowiantowi zakupywali żywność od ludności miejscowej, która – jak podkreślają raporty – chętnie na to przystawała i była bardzo przychylnie usposobionej do legionistów. Dużą pomocą w zakresie organizowania zaopatrzenia wykazał się Stanisław Przybyłowski z Krzyworówni (3). Ówczesnego właściciela Krzyworowni (przekręcając jego nazwisko) wspomina też August Krasicki pod datą 5 grudnia: „Huculi są dla nas bardzo przychylni, chętnie pomagają saperom i donoszą o ruchach wojsk rosyjskich. Wójtowie przysyłają meldunki zaopatrzone w pieczątkę gminną. Zgłasza się też coraz więcej ochotników: jest ich już blisko 100 w kompanii huculskiej. Wstąpił też do kawalerii Przybyszowski [Przybyłowski] z Krzyworówni (4).05_kom_huc
Przychylny i serdeczny stosunek Hucułów przejawiał się nie tylko w ułatwianiu zakupów. Chętnie zgłaszali się oni jako przewodnicy do patroli wywiadowczych, a także widząc niedostateczne wyekwipowanie żołnierzy niezabezpieczonych przed silnymi mrozami, przekazywali kożuchy dla placówek w górach. Często z własnej inicjatywy informowali dokładnie o ruchach nieprzyjaciela, a także pomagali w marszu dając konie juczne pod transport sprzętu.
W czasie walk w Jaworowie i Sokołówce ludność wiejska samorzutnie dostarczała żywność dla żołnierzy i paszę dla koni, odnosząc się do oddziałów legionowych nadzwyczaj przychylnie (5).
Już 1 grudnia pojawiły się pierwsze raporty o zgłaszaniu się do Legionów ochotników, Hucułów, którzy od razu mogli podejmować pełnienie normalnej służby w kompaniach. Wiele czasu na wyszkolenie strzeleckie i polowe nie trzeba im było poświęcać, gdyż bardzo dobrze obeznani byli z bronią i mieli świetną orientację.
Mjr. Januszajtis dowodzący walkami w rejonie Jaworowa i Sokołówki dzięki ludności huculskiej, dysponował doskonałą informacją o ruchach nieprzyjaciela w dolinie Rybnicy. Dochodziło także do konkretnych akcji oddziałów legionowych na rzecz ludności huculskiej. Jak wspomina gen Smorawiński (6) na skutek prośby mieszkańców Rożna Wielkiego, zajętego przez nieprzyjaciela, wysłany został z 4. kompanii, stojącej na grzbiecie Płoskiego, patrol pod dowództwem kaprala Derkacza, który uderzył na oddział rosyjski zajęty rekwizycją bydła i przepędził go z wioski. W efekcie kapral Derkacz przyprowadził z Rożna Wielkiego kilku ochotników Hucułów.
Od początku grudnia Komenda Legionów stacjonowała w Żabiem. Gen. Durski wydał rozkaz, w którym zwrócił się do legionistów z następującym apelem ”…Ludności huculskiej nie należy zrażać dla naszych celów nieodpowiednim postępowaniem, bo ona odnosi się do nas przychylnie, rola zaś Legionów na tym pograniczu ogranicza się nie tylko do zadań strategicznych, ale ma znaczenie wybitnie polityczne”. Rozkaz zakazywał nieprawnych rekwizycji, dokonywanych bez udziału władz miejscowych i podkreślał, że każde świadczenie ludności miejscowej powinno być sprawiedliwie zapłacone. W zakończeniu rozkazu wyrażono nadzieję, „że legioniści polscy, przejęci swoją wzniosłą misją historyczną, nie dadzą nigdy powodu miejscowej ludności do uzasadnionych skarg, a komendantowi Legionów do pociągnięcia ich do odpowiedzialności” (7).
W dniach 3-4 grudnia ochotnicy-Huculi zaciągali się już wręcz gromadnie do szeregów, meldując się u dowódców batalionów. Do II batalionu 3. pułku zgłosiło się od razu kilkunastu Hucułów. Meldunki o powyższych faktach dotarły do płk. Zielińskiego, który skierował je do komendy Legionów, występując jednocześnie z inicjatywą zorganizowania i przeprowadzenia regularnego werbunku. Tu trzeba koniecznie podkreślić, że inicjatywę tą płk. Zieliński zgłosił wbrew istniejącemu zakazowi werbunku wydanemu przez wojskowe władze austriackie. Na kierownika akcji werbunkowej płk. Zieliński zaproponował por. Edwarda Szerauca. Komenda Legionów skwapliwie przychyliła się do wniosku płk. Zielińskiego i poleciła por. Szeraucowi zorganizowanie werbunku wśród Hucułów. W konsekwencji płk. Zieliński zarządził w batalionach odesłanie wszystkich Hucułów, zgłaszających się ochotniczo do służby w Legionach, do por. Edwarda Szerauca, który zainstalował się w Żabiem.02_kap_szerauc
Dlaczego płk. Zieliński wybrał do tego zadania akurat por. Edwarda Szerauca, trudno dziś powiedzieć. Szerauc jak na warunki legionowe był właściwie dziadkiem, bo miał już 55 lat (urodził się 1859 r. w podkrakowskim Tenczynku). Z zawodu był leśnikiem, być może więc poznał Huculszczyznę podczas praktyki zawodowej, ale nie mamy na to żadnych dowodów. Wspomina o nim Bolesław Roja (8) jako o wysłużonym podoficerze wojska austriackiego i chwali jego umiejętności jako wywiadowcy.
Werbunek zorganizował por. Szerauc w sposób bardzo prosty. Hucułom, którzy zgłaszali się na ochotnika, wydawał żywność, amunicję i pieniądze, oznajmiając, że na razie za mało ich jest, by utworzyć z nich samodzielną kompanię, dlatego wysyła ich z powrotem do wsi, z których pochodzą, by mogli przyprowadzić więcej ochotników. Hucułów mających wrodzoną żyłkę do włóczęgi i wojowania, najwyraźniej bardzo pociągała swoboda życia legionowego, bo ochotnicy miejscowi bez specjalnej zachęty podejmowali się akcji werbunkowej po wsiach i to z bardzo dobrym skutkiem.
Akcja werbunkowa rozpoczęta przez por. Szerauca wśród młodzieży huculskiej, szybko zaczęła wydawać owoce. Wysłani do wsi legioniści-Huculi przyprowadzili w ciągu kilku dni 136 ochotników, z których por. Szerauc już 6 grudnia mógł stworzyć kompanię – pierwszą kompanię huculską w Legionach Polskich. W następnych dniach w dalszym ciągu napływali do Żabiego kolejni ochotnicy, a por. Szerauc organizował z dobrym skutkiem dla kompanii zaopatrzenie w mundury i broń.
Jednak już 7 grudnia kompania huculska, licząca w tym momencie około 200 ludzi, uzbrojona i umundurowana zmuszona była wycofać się do Worochty wraz z dowództwem 2. pułku. W tym czasie płk. Zieliński dodatkowo przydzielił do niej do pomocy Szeraucowi, chor. Henryka Kordzika. Kompania huculska została skierowana przez Bustyahazę do Nemet-Mokrej, gdzie postanowiono przeprowadzić całkowite wyszkolenie wojskowe jej żołnierzy. Przez Körösmezö i Maramaros-Sziget 10 grudnia dotarła transportem kolejowym do Bustyahazy, gdzie miało być uzupełnione jej umundurowanie i uzbrojenie. Tu w dokumentach po raz pierwszy wśród kadry dowódczej kompanii pojawia się chor. dr. Stanisław Klimecki (9).

Po otrzymaniu mundurów i broni kompania wyruszyła z Bustyahazy do Nemet-Mokrej, gdzie rozpoczęła przeszkolenie strzeleckie i bojowe. Po dwóch tygodniach szkolenia, 25 grudnia kompania huculska w sile 118 legionistów, pod dowództwem por. Szerauca, z oficerami chor. Klimeckim i chor. Kordzikiem opuściła Nemet-Mokrą i przeszła do Szineveru, gdzie u rtm. Wąsowicza czekał już na nią nowy rozkaz Komendy Legionów. Zgodnie z nim por. Szerauc zdał kompanię chor. Stanisławowi Klimeckiemu, który odprowadził ją do Fenyves do kpt. Zaleskiego (dowódcy IV bat. 3 pułku piechoty) na front pod Ökörmezö, a sam zameldował się w Vuckomezö w Komendzie Legionów. Otrzymał tam rozkaz zorganizowania patrolu w sile 14 ludzi, złożonego z 7 Hucułów i 7 legionistów i udania się na Huculszczyznę w rejon Żabiego, zajętego przez nieprzyjaciela, z zadaniem prowadzenia dalszego werbunku do Legionów Polskich wśród Hucułów. Jednocześnie, w związku z ostrymi zakazami werbunkowymi władz austriackich, Komenda Legionów uświadomiła por. Szeraucowi, że oficjalnie akcję werbunkową przeprowadzał będzie na własną odpowiedzialność. Żeby jednak nadać jego działalności charakter służbowy, Komenda Legionów wydała oficjalny rozkaz na piśmie, w języku niemieckim informujący, że por. Szerauc udaje się z patrolem 14 legionistów w okolice Żabiego, gdzie ma zebrać pozostałych w tej okolicy legionistów rozproszonych w czasie walk, ukrywających się po wsiach, przebranych w huculskie ubrania i następnie przyprowadzić ich do Vuckomezö. Jak widać Komendzie Legionów naprawdę bardzo musiało zależeć na uzupełnieniach, skoro zdecydowała się na tak ryzykowną akcję.
W tym momencie drogi świeżo powstałej kompani huculskiej i jej twórcy por. Edwarda Szerauca rozeszły się na blisko dwa miesiące, ponieważ wraz z chor. Kordzikiem i 14 wybranymi legionistami wyruszył on ponowie na Huculszczyznę na dalszy werbunek, podczas gdy kompania pod dowództwem chor. Klimeckiego weszła do walk na froncie pod Ökörmezö. Otrzymała tam zadanie zbadania przejść górskich z Fenyves na górę Menczył (1346 m n.p.m.) oraz w kierunku na Toronyę. Do kompanii został przydzielony chor. Michał Romaniszyn z IV batalionu 3. pułku, doskonały wywiadowca i znawca terenu w celu przeprowadzenia zwiadów.
Zanim jednak Huculi ruszyli do boju 1 stycznia 1915 r. rano o godz. 9 kpt. Zaleski, dowódca IV batalionu odebrał uroczystą przysięgę od całej kompanii huculskiej.
Jeszcze tego samego dnia kompania wysłała dwa patrole w powierzony sobie teren. Punkt zborny patroli wyznaczony został na górze Menczył (1346 m n.p.m.). Kompania huculska, wysunąwszy patrol przedni w sile 6 legionistów, a następnie straż przednią w sile 14 legionistów, ruszyła doliną strumienia wypływającego spod grzbietu Kamionki (1579 m n.p.m.). Stokami tej doliny dotarła kompania ścieżką w dolinę Bystrej (Bisztra) do młyna przy kocie 722 m gdzie patrol i straż przednia zostały ostrzelane przez nieprzyjaciela i straciły czterech poległych legionistów. W obawie zasadzki kompania huculska, nie podjęła walki w nieznanym terenie i wycofała do Fenyves. Byli to pierwsi, niestety bezimienni – ich nazwisk nie znajdziemy w żadnych wykazach strat – polegli spośród huculskich legionistów.
Walki kompanii huculskiej pod Ökörmezö pod dowództwem chor. Stanisława Klimeckiego trwały aż do 11 stycznia. W tym czasie liczyła ona 92 legionistów. Do jej zadań należało patrolowanie pola walki na prawym skrzydle oddziałów legionowych w rejonie grzbietu Kamionki, Muncelika i Ozirnej oraz góry Menczył (1346 m n.p.m.). Chor. Klimecki wysyłał wielokrotnie swoich legionistów w przebraniu huculskim do wsi po drugiej stronie frontu, żeby od miejscowej ludności dowiadywali się o sile i ruchach wojsk rosyjskich. Ich wywiad był niezwykle skuteczny, a zdobywane informacje zapewniały dowódcom polskich oddziałów doskonałą orientacje w sytuacji na froncie. Tu koniecznie trzeba podkreślić, że wszystkie te działania odbywały się w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych przy niezwykle intensywnych opadach śniegu.
12 stycznia 1915 Komenda Legionów zgodnie z rozkazami austriackich sztabowców wycofała oddziały z frontu pod Ökörmezö i przesunęła je wraz z kompanią huculską do Felsövisö, a następnie skierowała na zagrożony front pod Kirlibabą. Pierwsza kompania huculska pod dowództwem chor. Klimeckiego wzięła udział w akcji bojowej oddziałów legionowych, szczególnie w służbie patrolowej i na ubezpieczeniach. W dniu 25 stycznie do kompanii huculskiej stojącej w Felsövisö, przybyło uzupełnienie w postaci 35 Hucułów-legionistów, przyprowadzonych przez chor. Kordzika z Körösmezö.
Pod koniec stycznia kompania huculska walczyła w grupie mjr Januszajtisa, licząc w tym czasie 1 oficera i 160 legionistów (oraz 2 konie). 3 lutego wzięła udział w walkach o Mołdawę, a następnie (6 lutego) została włączona do III batalionu 2 pułku jako jego 10 kompania.
Powróćmy teraz do por. Szerauca, który pozostawiwszy kompanię pod Ökörmezö, pod koniec grudnia 1914 r. dotarł ponownie do Worochty. Sytuacja na Huculszczyźnie była w tym momencie co najmniej trudna. Dolina Prutu aż po Tatarów była zajęta przez nieprzyjaciela, również w Żabiu stacjonowały oddziały rosyjskie. Placówki austriackie z batalionu etapowego osłaniały jedynie samą Worochtę. Patrole rosyjskie dochodziły nawet do Ardżeluży. W tej sytuacji Szerauc postanowił przejść przez linie frontu z Worochty do Dolnej Ilci i stamtąd, ukryty na tyłach wroga wysłać Hucułów znowu poprzebieranych w swe stroje cywilne do okolicznych wsi i prowadzić werbunek. W tym czasie wiadomości o dzielnej postawie huculskiej kompanii na froncie zaczęły docierać sobie tylko znanymi drogami na Huculszczyznę, co znakomicie ułatwiało por. Szeraucowi i jego oddziałowi dalszą pracę werbunkową. Dzięki serdecznemu stosunkowi Hucułów do legionistów, por. Szerauc wiedział dokładnie i na czas o ruchach patroli rosyjskich i mógł, choć z wielkim ryzykiem, wznowić werbunek wśród Hucułów.03_komp_huc_szer
Wkrótce okazało się jednak, że akcja werbunkowa zaczęła natrafiać na coraz większe trudności. Oddziały rosyjskie szybko dowiedziały się bowiem o działalności por. Szerauca i zaczęły mu skutecznie przeszkadzać. Do tego stopnia, że podjęte działania w Ilci Górnej i Dolnej musiały ulec likwidacji. Natarczywość patroli rosyjskich stawała się coraz większa i tylko dzięki pomocy miejscowych Hucułów udawało się por. Szeraucowi wraz z patrolem werbunkowym wymykać z zastawianych na nich pułapek. Ostatecznie musiał on opuścić Ilcię i wycofać się w góry na połoniny, gdzie cały oddział ukrywał się w kolibach przez pewien czas. W końcu nakazał zbiórkę zwerbowanych Hucułów w Worochcie, gdzie zgłosiło się zaledwie 70 ochotników z partii, prowadzonej przez wójta z Żabiego (10). Resztę oddziału, liczącego blisko 500 ochotników, z powodu zamknięcia wszystkich dróg, przejść i przesmyków górskich przez silne patrole rosyjskie przewodnicy przezornie rozpuścili do domów. Wobec tego por. Szerauc odmaszerował z oddziałem liczącym jedynie 70 Hucułów z Worochty do Körösmezö, gdzie po długich staraniach u władz austriackich uzyskał zaprowiantowanie dla swego oddziału. Z powodu trudności skomunikowania się z Komendą Legionów jak również braku możliwości odesłania zwerbowanych Hucułów do 2. pułku, Szerauc z oddziałem utknął w Körösmezö kłując w oczy swoją obecnością Austriaków. Skończyło się tym, że komenda grupy operacyjnej gen. Pflanzer-Baltina, zwiedziała się o tajemniczym pobycie legionistów na Huculszczyźnie i wezwała por. Szerauca do Maramaros-Sziget w celu złożenia wyjaśnień. I tu od poważnych konsekwencji uratował go rozkaz na piśmie otrzymany od Komendy Legionów, upoważniający go do zebrania rozproszonych legionistów, którzy pozostali na Huculszczyźnie i odprowadzenia ich do oddziałów macierzystych. Uspokojona tymi wyjaśnieniami komenda armii nakazała por. Szeraucowi powrót do Żabiego i kontynuowanie rozpoczętych działań oraz dodatkowo prowadzenie wywiadu na Huculszczyźnie, na co dostał on osobny rozkaz na piśmie. Zebranych legionistów Hucułów nakazało dowództwo austriackie odprowadzić do Felsövisö, jako uzupełnienie biorącej cały czas udział w walkach kompani huculskiej dowodzonej przez chor. Klimeckiego.04_kom_huc
Tymczasem na początku lutego dzięki ofensywie bukowińskiej oddziały austriackie ponownie zajęły Huculszczyznę, a por. Szerauc mógł już bez trudności wrócić do Żabiego i prowadzić dalszy werbunek zabezpieczony dodatkowo rozkazem komendy armii. Z jego relacji wynika, że w pracy werbunkowej bardzo dużą pomoc nieśli mu miejscowy lekarz z Żabiego dr. Jakiw Newestiuk oraz proboszcz greckokatolicki w Ilci ksiądz Wasyl Hlibowićkij, obydwaj żarliwi krzewiciele ukraińskich idei narodowych. Na marginesie warto zwrócić uwagę na to, że o przychylności Newestiuka wspomina też Krasicki „miejscowy lekarz, dr [Jakiw] Newestiuk. Przedstawił się jako ruski radykał, ale mimo tego po polsku mówiący i gościnnie zaprosił mnie do swojego domu. Żonaty jest z Hucułką i synów po chłopsku wychowuje” (11).
W ciągu kilku dni por. Szeraucowi udało się ponownie zebrać około 400 ochotników. Nastrój wśród Hucułów był świetny, chcieli jak najprędzej maszerować w ślad za kompanią walczącą w szeregach brygady legionowej. Żeby jednak móc z półbatalionem huculskim iść na front i dołączyć do oddziałów legionowych Szerauc musiał ich wpierw wyszkolić i umundurować, a tu na przeszkodzie stał całkowity brak instruktorów. Celem nawiązania łączności z Komendą Legionów oraz otrzymania rozkazów w sprawie półbatalionu huculskiego, wysłał Szerauc chor. Kordzika do Kirlibaby. W między czasie miejsce postoju Komendy zmieniało się, a podążający za nią chor. Kordzik poszukiwał przy okazji legionistów, którzy mogliby pełnić funkcje instruktorów przy szkoleniu Hucułów. W ten sposób zabrał do Żabiego m. in. spotkanego w rejonie Wyżnicy maszerującego za swym oddziałem legionistę Bolesława Waligórę (12). Z zaprowiantowaniem oddziału było natomiast zupełnie dobrze. Magazyny prowiantowe austriackie w Krzyworówni i Worochcie wydawały prowiant w takiej ilości, że Huculi z oddziału mieli nawet możność dzielenia się otrzymaną żywnością ze swoimi rodzinami, wspomagając ich w ten sposób.
Mimo szczupłości kadry półbatalion huculski pod dowództwem por. Szerauca prowadził cały czas intensywne ćwiczenia w Żabiem. Nastroje wydatnie się poprawiły kiedy chor. Kordzik przywiózł do Żabiego z Komendy Legionów 10 tysięcy koron na wydatki związane z organizacją i wyżywieniem oddziału. Natomiast sprawę umundurowania oraz uzbrojenia oddziału huculskiego pozostawiła komenda bez załatwienia licząc na inicjatywę dowódcy.
Jednak w tym czasie nad szeraucowym oddziałem zaczęły gromadzić się chmury. W Żabiem pojawili się działacze ukraińscy, którzy podjęli intensywną agitację wśród huculskich legionistów mającą na celu przeciągnięcie ich do Siczowych Strzelców. Jednocześnie posłowie ukraińscy do parlamentu austriackiego rozpoczęli starania u władz austriackich o wydanie zakazu werbunku Hucułów do Legionów Polskich. W efekcie około połowy lutego komendant korpusu gen. Csibulka wydał zakaz werbunku i jednocześnie rozkaz wcielenia wszystkich huculskich oddziałów znajdujących się w Legionach Polskich do Ukraińskich Strzelców Siczowych.
Mimo tego rozkazu 19 lutego 1915 r. por. Szerauc przeszedł z półbatalionem ochotników huculskich z Żabiego przez Krzyworównię, Jaworów do Kosowa gdzie stanął na kwaterach w zarządzie salin oraz w budynkach sanatorium dr. Tarnawskiego. Huculi maszerowali z ochotą, ze śpiewem, odprowadzani w drodze przez znajomych i krewnych, mimo trwającej cały czas akcji agitacyjnej ze strony działaczy ukraińskich.
Jednak kilka dni później w czasie nieobecności por. Szerauca przybyła do Kosowa komisja austriacka, złożona z żandarmów, oddziału asystencyjnego i kilkunastu siczowych strzelców. Oficer austriacki zjawił się u chor. Kordzika z pisemnym rozkazem naczelnego dowództwa austriackiego natychmiastowego wydania wszystkich Hucułów. Ten ostatni stanowczo odmówił wykonaniu rozkazu bez wiedzy i zgody por. Szerauca. Jednak po powrocie por. Szerauca, nie można było już dłużej opierać się wyraźnemu rozkazowi wojskowych władz austriackich. Jedyne, co Szeraucowi udało się uzyskać u dowódcy komisji, to pozostawienie Hucułom prawa wyboru, w którym oddziale chcą służyć. Według istniejących relacji odbyło się to w ten sposób, ze półbatalion huculski ustawiono w rozwiniętym szyku w parku sanatorium dr. Tarnawskiego, a oficer austriacki zwrócił się do Hucułów po ukraińsku z następującym poleceniem: „Kto chce walczyć za Polskę ma iść na lewą stronę, kto zaś chce bić się za Ukrainę, ma przejść na prawą stronę.” i miał jeszcze dodać „Kto ma zamiar służyć w kompanii huculskiej, powinien przejść również na prawą stronę”. W rezultacie prawie cały oddział huculski przeszedł na prawą stronę, czyli do siczowych strzelców. W zgodnej opinii polskich uczestników tego wydarzenia, o decyzji Hucułów zdecydować miało owo nieszczęsne uzupełnienie, ponieważ austriacki oficer nie wyjaśnił, że w Legionach Polskich Huculi też byli by w kompanii huculskiej. Tak czy inaczej był to właściwie koniec epizodu huculskiego. Po stronie polskiej opowiedziało się zaledwie kilkudziesięciu Hucułów, którzy wraz z por. Szeraucem, chor. Kordzikiem i kilkunastu legionistami odmaszerowali do Kołomyi, gdzie w tym czasie znajdowały się oddziały legionowe i kompania huculska pod dowództwem chor. Klimeckiego. O tym, że wydarzenia, które miały miejsce pod koniec lutego w parku sanatorium Apolinarego Tarnawskiego nie zakończyły całkowicie historii kompanii huculskiej w 2 pułku piechoty legionów polskich, niech świadczy zachowana lista żołdu za czas od 1 do 10 marca 1915 roku, której reprodukcje zamieszczamy poniżej. Wystawiona została w Niżniowie nad Dniestrem i zawiera nazwiska 3 podoficerów i 19 szeregowych 1-szego plutonu 10 kompanii (huculskiej) III batalionu 2 pułku piechoty Legionów Polskich. Nazwiska w większości niewątpliwie huculskie.
Z czasem jednak pozostali ochotnicy z Huculszczyzny rozpłynęli się w szeregach oddziałów II Brygady, tym bardziej, że wobec zakazów dowództwo musiało ich obecność w szeregach Legionów ukrywać. Zacierając odrębność kompanii huculskiej starano się uchronić jej żołnierzy przed wcieleniem do armii austriackiej lub do Ukraińskich Strzelców Siczowych. Zapewne też, aż do 1918 r. Huculi dzielili losy pozostałych legionistów narodowości polskiej.
A co się stało z odebranymi Szeraucowi w Kosowie Hucułami? Czetar (ppor.) M. Sajewicz wcielił ich do formacji zapasowej czyli kosza, Pułku Ukraińskich Strzelców Siczowych, a następnie w 1916 r. utworzono z nich Samodzielną Sotnię Huculską liczącą wówczas 180 strzelców.

***

Nasuwa się pytanie, jak to się stało, że w pierwszej fazie werbunku por. Edward Szerauc odniósł tak znaczący sukces i dlaczego nie natrafił od razu na kontrakcję ze strony działaczy ukraińskie, a wręcz przeciwnie otrzymał od ich prominentnych przedstawicieli daleko idącą pomoc. Wydaje się, że działacze ukraińscy z agitacją na rzecz wstępowania do legionu Ukraińskich Strzelców Siczowych na terenie Huculszczyzny po prostu spóźnili się o miesiąc, a u miejscowych działaczy, nawet tych związanych z partią radykalną, lojalność wobec korony habsburskiej i niechęć wobec Rosjan przysłoniła narodowy konflikt interesów i zaowocowała spontaniczną pomocą dla legionistów.
Natomiast gdybym miał rozstrzygnąć czy motywem podjęcia decyzji przez Komendę Legionów o ryzykownej bardzo akcji werbunkowej na Huculszczyźnie była jedynie pilna potrzeba dokonania uzupełnień w topniejących w szybkim tempie szeregach legionowych, czy też tkwiła w niej również jakaś wizjonerska strategia na przyszłość, zdecydowanie opowiedział bym się za tym pierwszym. Jestem przekonany, że cała ta akcja, w wyniku której powstała kompania huculska była potrzebą chwili a ideologię dorobiono do niej później i to w sposób tak mało subtelny i naiwny, że niestety z góry skazany na niepowodzenie.
Legenda kompanii huculskiej i polsko-huculskiego braterstwa broni stała się w okresie II Rzeczypospolitej podstawą ideologiczna, a może lepiej powiedzieć pretekstem działań mających na celu stworzenie z Huculszczyzny lojalnej wobec państwa polskiego wyspy w „morzu ukraińskim”. Wprost do niej odwoływali się twórcy powołanego do życia w 1933 r. Towarzystwa Przyjaciół Huculszczyzny, odwoływał się do niej także organizowany przez TPH narciarski marsz patrolowy „Huculskim szlakiem II Brygady Legionów Polskich”.08_korpusowka
Na niej też budowano tradycję huculską w Wojsku Polskim. Ministerstwo Spraw Wojskowych rozkazem z dnia 12.IV.1937 r. nadało I Batalionowi 49 Pułku Piechoty z Kołomyi nazwę Huculski Batalion Legionów Polskich, a elementy huculskie pojawiały się w umundurowaniu 11 Karpackiej Dywizji Piechoty w tym 49 pułku strzelców. Emblematem dywizji był krzyż huculski na gałązce limby i dwóch liściach dębu noszony na patkach kołnierzy płaszczy i peleryn. Wprowadzono do umundurowania wojskowy kapelusz huculski wzorowany na kresani, opasany szeregiem kolorowych sznurów, którego ozdobą był pęk piór cietrzewia. Prawo noszenia kapelusza huculskiego dotyczyło żołnierzy 49 Huculskiego Pułk Strzelców stacjonującego w Kołomyi i 11 Karpackiej Dywizji Piechoty stacjonujących w Stanisławowie i Stryju.

***

Na zakończenie wspomnę jeszcze o pewnym ciekawym dokumencie znajdującym się w CAW (12). Jest to pismo Zarządu Oddziału Związku Legionistów Polskich w Żabiem z dnia 1 marca 1936 r. skierowane do Ministerstwa Spraw Wojskowych na ręce pułkownika Grabowskiego, informujące o tym, że przesyłany jest „wykaz legionistów członków tutejszego Oddziału znajdujących się w największej biedzie”. Pismo opatrzone jest liczbą dziennika 32/36 i podpisane przez sekretarza Andrija Jurijczuka oraz przez prezesa – niestety zamaszystego podpisu tego ostatniego nie udało mi się odczytać. Do pisma dołączony jest rzeczony wykaz zawierający 8 nazwisk. Przy każdym nazwisku liczba dzieci i miejsce zamieszkania – w sześciu przypadkach Żabie i po jednym Jasienów Górny i Krzyworównia. Co ciekawe, na pierwszym miejscu listy figuruje kobieta – Paraska Kitleruk, najprawdopodobniej wdowa po legioniście z pięciorgiem dzieci. Jest na tej liście także sekretarz Oddziału, wspomniany Andrij Jurijczuk z siódemką dzieci. Nie jest to nigdzie wprost napisane, ale myślę, że cel przesłania takiej listy mógł być tylko jeden – pomoc materialna dla najbiedniejszych byłych legionistów. Zresztą z pisma wynika, że inicjatywa sporządzenia takiej listy wyszła ze strony Ministerstwa Spraw Wojskowych.

Przypisy:
1. Nazwy miejscowości z terenu ówczesnych Węgier podaję w wersji obowiązującej w czasie opisywanych wydarzeń, a to z tego względu, że w takiej wersji pojawiają się one w literaturze przedmiotu. Jednak na końcu artykułu zamieszczam słowniczek podający inne wersje tych nazw, ze współczesnymi włącznie.
2. Bertold Merwin, Legiony w Karpatach 1914, Wiedeń 1915, Naczelny Komitet Narodowy; str. 55.
3. 2 Pułk Piechoty Legionów Polskich. I Karpaty. Kronika działań bojowych, Warszawa 1939, str. 326.
4. A. Krasicki, Dziennik z kampanii rosyjskiej 1914-1916, Warszawa 1988, str. 136.
5. Z relacji gen. bryg. M. Smorawińskiego, teka relacji nr 1. (za. 2 Pułk Piechoty Legionów Polskich. I Karpaty. Kronika działań bojowych, Warszawa 1939).
6. Ibidem.
7. Archiwum Wojskowe. Teka Nr. 346. Kmdy Leg. Pol.
8. B. Roja: Legiony w Karpatach w 1914-1915, Warszawa 1933.
9. Stanisław Klimecki (1883-1942) urodzony w Galicji, maturę jako eksternista zdawał w Podgórzu w 1904. Studiował prawo na Uniwersytecie Wiedeńskim, doktorat uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim w 1913. Członek Związku Walki Czynnej i Strzelca. Był radnym podgórskiej Rady Miejskiej w czasie przyłączenia Podgórza do Krakowa. W sierpniu 1914 r. wstąpił do Legionów. Służył w II Brygadzie, za odwagę wykazaną w bitwie pod Mołodkowem uzyskał stopień oficerski. W 1915 r. w bitwie nad Prutem dostał się do niewoli rosyjskiej. Zbiegł do Charkowa, gdzie pod przybranym nazwiskiem Wróblewski był nauczycielem w polskim gimnazjum. Politycznie związany z Narodową Partią Robotniczą, później z sanacyjnym BBWR, od 1926 r. był radnym Krakowa. W 1931 r. wybrano go wiceprezydentem i tę funkcję pełnił za rządów kolejnych prezydentów: K. Rollego, W Beliny-Prażmowskiego i M. Kaplickiego. Po zajęciu Polski przez okupanta niemieckiego w 1939 r. powierzono Klimeckiemu obowiązki prezydenta miasta. Z godnością i odwagą bronił interesu mieszkańców przed okupantem. Zapłacił za to najwyższą cenę. Po raz pierwszy aresztowano go 20 września 1939, po raz drugi 6 listopada wraz z profesorami Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zwolniony z obozu w Saksenhausen w 1940, po raz trzeci aresztowany został w listopadzie 1942 r. Rozstrzelano go 11 grudnia 1942 r. w lasach niepołomickich.
10. Był to Iwan Dutczak (1869-1927), wójt Żabiego był w latach 1908-18 i 1921-22 (jako mianowany komisarz), a następnie poseł na Sejm Rzeczypospolitej I kadencji (1922-1927) z ramienia Agrarnej Ukraińskiej Partii Chłopskiej.
11. Krasicki, op. cit, str. 135.
12. Późniejszego majora Bolesława Waligurę, którego imię nosi obecnie Centralne Archiwum Wojskowe (relacja majora Bolesława Waligóry, CAW, sygn. I.400.2116).
13. Gabinet Ministra Spraw Wojskowych, syg. I.300.1.644.

Słowniczek miejscowości:
Brusztura – Łopuchiw,
Bustyahaza – Busztyno,
Dombo – Dubowe,
Felsösebes – Werchnyj Bystryj,
Felsöszineveru – Synewyrśka Poljana,
Felsövisö – Górny Wyszów, Viseu de Sus,
Fenyves – Stryhalnia,
Königsfeld, Kiralymezö – Ust-Czorna,
Körösmezö – Jasinia,
Maramaros-Sziget, Syhot Marmaroski – Sighetul Marmaţiei,
Ökörmezö, Volove – Miżgiria,
Taraczkoz – Tereswa,
Toronya – Toruń,
Vuckomezö – Wuczkowe.

07_komp_huc_poczt

Karta pocztowa z 1939 r. z błędnie podpisanym zdjęciem kompanii huculskiej (zdjęcie z Żabiego, a nie z Worochty i na pewno nie z listopada 1914 r.).