Słowo wstępne do Muzyki Huculszczyzny (Płaj 46)

Stanisław Vincenz

(Fragment)ajdukiewicz_muzyka_huculska

Poniższy tekst to nigdzie dotąd niepublikowany wstęp napisany przez Stanisława Vincenza do książki Stanisława Mierczyńskiego „Muzyka Huculszczyzny” (maszynopis ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej, sygn. C191, depozyt PWM).

Jak dziwne a przeróżne elementy – czasem już tylko ich szczątki i okruszyny – zgarnęła i zachowała owa „kieszonka cywilizacyjna” Wierchowina huculska. Nieraz z daleka zaniesione – wiatrem wschodnim, wiatrem zachodnim. Możemy je dostrzec na każdym kroku.
Dla przykładu wydobądźmy garść szczegółów, pomijając znane już wspólnoty i wpływy z zakresu parsterskiego gospodarstwa i słownictwa.
Opisując „huculskie pyśmo” tj. karby, tzw. rawasze, służące do dość skomplikowanych rozliczeń, mogłem stwierdzić podobieństwo ich do systemu karbów bałkańskich, serbskich rewaszy, bułgarskich raboszy, a identyczność z rewaszami dalmatyńskiemi. W ornamentyce snycerstwa i inkrustacji huculskiej chcą widzieć niektórzy wpływy tureckie nawet perskie. Także w przejawach duchowej kultury nasunie się niejeden aspekt ciekawy. W podaniach, legendach i modlitwach dawnych widać liczne ślady apokryfów i powieści średniowiecznych. W kolędach czyli w epickich pieśniach pasterskich, dających tło dla świątecznych życzeń, słychać odgłosy tego, co zwano na Starej Rusi „duchownyje stichi” lub „bułgarskije basni”. Tu i ówdzie ukaże się identyczny niemal motyw z serbskich „Narodne Piesme”, zbioru Karadżicza. Także w słynnych tu niegdyś, zwłaszcza na Huculszczyźnie bukowińskiej, długich zaklęciach „malfarskich”, a raczej poematach magicznych, zwanych „primiwkie” – zazdrośnie strzeżonych, przekazywanych z ojca na syna, z mistrza na ucznia, odmawianych przez zawodowych czarowników i znachorów różnego kalibru – dopatrywano się wpływów Azji, rzekomo perskich, przyniesionych przez pośrednictwo tureckie i rumuńskie. Zresztą dawni Huculi sami twierdzili, że to „starowićki mołytwy”, które przyszły hen od wschodu słońca, od narodów mówiących innymi językami. Podobnych przykładów z różnych dziedzin życia, możnaby nazbierać wiele.
Czyżby z muzyką nie miało być podobnie?
Potrzeba by tu oczywiście specjalnych studiów, by w tonach huculskich odnaleźć i wykazać wspólnoty i naloty z odległych regionów. Może szerokie, smętne dźwięki z planiny bałkańskiej. Albo niespokojną koronkowość sypiących się jeden na drugi tonów dojny rumuńskiej, zaniesionych, nie tak dawno zapewne, przez Cyganów. Echa wschodu, tureckie czy arabskie?
muzyka_huc_okladTo też zżyty z muzyką huculską, w młodości mej, w czasie różnych podróży szukałem sobie na własną rękę takich właśnie pokrewieństw i ech. Były one widocznie ogniwami asocjacji, przydatnymi dla wspominania ziemi rodzinnej i jej pieśni. Ponadto historyczny zmysł ówczesnej epoki skłaniał nieustannie do szukania wpływów. A chociaż nie byłem muzykologiem, zanotowałem sobie wówczas, że owe domniemane wpływy (w każdym razie dostrzegalne podobieństwa) mogłyby coś kiedyś wyjaśnić.
Lecz każde ponowne zetknięcie się z życiem huculskim, z jego (conajmniej pozornie) ścisłą izolacją od świata, tą podstawą syntezy różnych czynników, dawało niezbicie poznać odrębną swoistość tych tonów także. Otonęły one w świecie tym, w tych lasach i połoninach podobnie jak śpiew ptaków i głosy zwierząt, wpływy jakieś z obcych, całkiem innych regionów, z innej gleby? To wydawało się wówczas nonsensem. Narzucało się samo przez się, by szukać nie wpływów przypadkowych, lecz raczej pierwowzorów rytmów, czy może wspólnoty stóp rytmicznych w samych głosach żywej przyrody, teraz i zawsze dostępnych dla wędrowca i pustelnika połonińskiego.
Już dawno zwrócono uwagę na tożsamość rytmu stupy, przyrządu służącego do zbijania sukna, i huculskiej tanecznej melodii „ýhry”. Ale to był rytm pracy ludzkiej nie przyrody. A tu, dla uchwycenia odrębności, chodziło o inne jeszcze, bardziej intymne, starsze wzory rytmów, głębiej z puszczy i połoniny zaczerpnięte. Bo przecież wśród bukowinek podgórskich i hołowskich, w pieśni kosa nie trudno dosłuchać się rytmiki pieśni prokuriewskiej albo ýhry hołowskiej, W ochrypłym zaś huczeniu dzikiego gołębia i słodkiej odpowiedzi gołębicy, gdzieś w gąszczach syhły na Synyciach, przewijają się wyraźnie rytmy starej śpiewanki Pełechowej, powstałej na Synyciach, związanej z Synyciami. A tak często przez Hucułów muzykalnie naśladowany i dowcipnie interpretowany bogaty repertuar pieśni drozda, wplątuje się w błądzące i szukające próby fłojery, zanim zdecyduje się jaką melodię obrać.
Takie dociekania możnaby opracować wcale dokładnie, zapisując i skandując dla porównania stopy metryczne ptaków i pieśni. Ale nie wyjaśniają tego, czegośmy szukali. I same są chyba tylko wyrazem zapamiętania w umiłowaniu swoistej odrębności regionu i jego pieśni, zapamiętania spotęgowanego opozycją przeciw idei „wpływów”. Tak bowiem dochodzi się do bieguna przeciwległego. Jak gdybyśmy chcieli poprawić genealogię tego co jedyne w swoim rodzaju, wywodząc je wprost z przyrody, a nie z zapożyczeń, z drugiej ręki.
Ale pieśń ani melodia tak nie powstaje. Albo powstaje tak chyba bardzo rzadko. Świat zewnętrzny, przyroda rzadko kiedy oddziaływują wprost. Mogą kształtować życie, pracę i rodzaj instrumentów muzycznych. Trudno więc przypuścić, by jakaś ludowa melodia huculska powstała w taki sposób. Była ona zapewne rytmem mimowolnym, podświadomie wynikła z życia ludzi. Przyjęcie jakichś rytmów wspólnych z żywą przyrodą, bez pośrednictwa pracy człowieka i jej interwałów, nie wyjaśni odmienności rytmu pieśni w dwu geograficznie bliskich regionach.
Ale jak powstała, jak naprawdę mogła powstać owa odrębność?
W czasie wędrówki, gdzieś między Kityłówką a Kostryczą, powiedział mi raz pewien watah kosmacki: Dawnymi czasy, kiedy chrześcijanin zaszedł w te góry – może skądś z dołów – a został sam-samiuśki z chudobą na połoninie, zrobiło mu się naprzód szeroko, słobodno, a potem tuźno (tęsknie). Miał z sobą fłojerę. Zaczął grać. „Taj jew roztiehati taj stiehati totu swoju ýhru” (I jął rozciągać i ściągać tę swoją melodię).
Zdaje mi się, że kosmacki watah wypowiedział starą prawdę.  (…)

uwagi_Vincenza

Fragment materiałów Stanisława Mierczyńskiego z osobistymi uwagami Stanisława Vincenza