Święto w Łopience. Reportaż z Łemkowszczyzny (Płaj 50)

lopienka_katasterJuż z tydzień wcześniej słyszę jak we wsi opowiadają:
– Święto będzie w Łopience, wielkie święto!
Myślę sobie: trzeba będzie pójść, popatrzyć, może akurat zobaczę tam coś ciekawego… Zresztą tutaj, na Łemkowszczyźnie, wszystko, co się akurat dzieje, jest ciekawe, ale mało znane szerszemu ogółowi. Te wszystkie nasze narodowe, religijne, socjalne i szkolne stosunki… Tak by się chciało o tym wszystkim opowiedzieć szerzej, dokładniej, zaspokoić ciekawość wszystkich Ukraińców, opowiedzieć, że Łemkowszczyzna żyje i żyć będzie, bo tu na straży naszego Narodu stoją Łemkowie – twardzi jak te głazy na ich górzystej i kamienistej ziemi.

Na górze Hyrcza
Takie i podobne myśli przychodzą do głowy podczas niedługiej drogi, jaka dzieli nas od Łopienki. Tylko wspiąć się powolutku na górę Hyrcza, która usadowiła się jak jakaś pani między dwoma wioskami, a z niej zejść powoli (młodzi mogą i szybko), kilometr-dwa, i już jesteście w Łopience. Ale kto, wdrapawszy się na Hyrczę, śpieszyłby się i szybko z niej schodził? I w dodatku, jeżeli jest na tej górze pierwszy raz? Przecie stąd, dookoła, gdzie tylko nie spojrzeć, takie cudowne krajobrazy, że tylko stanąć i patrzeć, i zachwycać się. Ot, popatrz na południe: tam „niebieszczą się” jak napisano w jednym opowiadaniu „granatowe góry”. Owa najwyższa, która góruje na wieloma niższymi i nad całą okolicą – to już góra czeska. Pod nią idzie granica, która rozdziela nas od Ukraińców zakarpackich. Tam zaś, na wschodzie, podniósł głowę nad wszystkimi górami jak kogut nad stadem kur i nastroszył się, jakby na coś się rozgniewał, nie porosły nijaką drzewiną Jawornik. Może on taki niedobry z zazdrości, że wszystkie okoliczne, choć duże niższe od niego góry pokryte są lasami, pokrzywionymi bukami, smukłymi świerkami, bujnymi jodłami – i pysznią się nimi, radują oczy przechodniów, dają (mniejszy niż mały) zarobek Łemkom i… milionowe zyski Żydom, którzy rozpanoszyli się tutaj wszędzie ze swoimi tartakami, grabią, ogałacają i bezczeszczą łemkowskie góry… Może dlatego gniewa się pochmurny Jawornik, kto to wie?01_kapliczka_hyrcza
Tam znowu na prawo, w gęstych lasach, zarosłych bujnymi trawami i burzanem, skrywa się Łopiennik. Kto chciałby zobaczyć resztki sławnych łemkowskich wołów – niech pójdzie właśnie tam, gdzie jeszcze wypasają je wszystkie okoliczne wsie. Ale one już nie są takie wielkie i krętorogie, z metrowymi rogami. O nie, teraz nie warto już takich wypasać – rok, dwa popasiesz i trzeba sprzedawać, podatki płacić, a za resztę, jak zostanie, trzeba chleb kupować, bo nie obrodziło…
A dokoła tych nazwanych i nienazwanych gór widzicie łemkowskie wsie, co się wymieszały, jakby chowały się przed jakimś niebezpieczeństwem popod góry, w zacisze. Opasane długimi i tak wąskimi, że zając je może przeskoczyć, pasami mało urodzajnych, kamienistych niw, przystrojone zielenią jarów, jakich tu wiele rozbiegających się na wszystkie strony. A w tych wsiach żyją, choć biedni, ale gościnni i uparci Łemkowie.

W cerkwi
Chodź, nie rozglądaj się tak długo, bo nie zdążysz do cerkwi… To trąca mnie za plecy i woła żeby iść dalej mój najlepszy towarzysz, Iwan. Tak się jakoś zaprzyjaźniliśmy od pierwszego spotkania, że teraz zawsze i wszędzie chodzimy razem.
Powoli, rozglądając się na boki, schodzimy z Hyrczy. Mijamy pastwiska, na których bieleją owce i porykuje chude bydło, a trochę poniżej zaczynają się pola. Rozmowa zeszła na temat, że tak mało żyzne i tak mało Łemkom rodzą.
– I jak to – dopytuję się – czy tu tak mało gnoją, czy co, że ta ziemia tak mało rodzi?
– Gdzie tam gnoją– odpowiada starszy gazda, który nas dogonił i przyłączył się do nas na Hyrczy. – My tu w ogóle nie gnoimy.
– Jak to nie gnoicie?
– Atak, że tutaj niemożna gnoić. I co by z tego było, jakby gazda i pognoił?
Przyjdzie ulewa i woda zmyje nie tylko obornik, ale i samą ziemię, pozostaną tylko kamyczki. Szkoda byłoby pracy. Nawozimy tylko te najlepsze grunty i położone na równinie. A te gorsze to tak: w jeden rok siejemy kumanicę [koniczynę], a potem gdy ona się już wyrodzi, przeorujemy i siejemy owies. A jak już owies rodzić się nie chce, to znowu siejemy kumanicę, bo ona nawozi ziemię. I tak na zmianę…
Przychodzimy do cerkwi. Nabożeństwo już się rozpoczęło. Choć to trudne, bo wiernych zeszło się dużo, jakoś wchodzę do środka. Cerkiew dość duża, może pomieścić sporo wiernych. A kto przyszedł później i do cerkwi już dostać się nie mógł – modli się na dworze. W cerkwi wszystkie obrusy, wszystkie chorągwie i wszystkie stroje kapłańskie są wyszywane. „Ruczniki” nad obrazami – także wszystkie są wyszywane. Mołodzawa (czyli młodzież) przeważnie także cała w narodowych, wyszywanych strojach. Dziewczęta mają piękne, wyszywane bluzki, spódnice i chusty. Parobkowie wyszywane mają soroczki i „krawatki”. Wszystko to co wyszywane nazywają tutaj: „strój ukraiński”.02_jordan_lopienka
Łopieńska parafia pozyskała młodego i obdarzonego pięknym głosem diaka, który od razu trochę poduczył młodzież śpiewać, zorganizował chór i teraz chór śpiewa nad głowami zgromadzonych w cerkwi. Ale śpiewa nie tylko sam chór, bo śpiewają także wierni, bo tu taki zwyczaj, że śpiewa i chór, i wszyscy obecni na nabożeństwie.
Po nabożeństwie chór śpiewa modlitwę za Ukrainę: „Boże wielki, jedyny…”. Po prawdzie, wspaniale wyraża myśli wszystkich, bo z cerkwi podczas tej modlitwy prawie nikt nie wychodzi, wszyscy stoją do końca i wychodzą dopiero po jej odśpiewaniu.

Łemkowski konserwatyzm
Liczne uczestnictwo Łemków w nabożeństwie sprawia wspaniałe wrażenie.
Z tego powodu rozmowa:
– Łemki stoją twardo przy swojej wierze…– mówi jeden.
– Tak, bo Łemkowie to konserwatyści, trzeba jednak dodać – rozumni konserwatyści, bo wszystko to, co cenne, przyjmują, a wszystko, co choć nowe, a nie odpowiada ich tradycyjnym poglądom–odrzucają. Łemko mawia: Mój ojciec i mój dziad taki był, i ja taki będę. Łemkowszczyzna – to mało znana, oddalona od szerokiego świata kraina, ale żyje swoim życiem i nie zaginie.
Stepan Żenećkyj
z ukraińskiego przełożył Leszek Rymarowicz

Zamieszczona powyżej, mało znana relacja z odpustu w Łopience w 1938 r. została opublikowana w ukraińskim dzienniku „Diło” (nr 188, 27 sierpnia 1938). Na pewno wzbogaci ona naszą wiedzę o tym szczególnym dla Towarzystwa Karpackiego miejscu. Jej autorem był mający wówczas 25 lat ukraiński dziennikarz Stepan Żenećkyj. Z daty publikacji wnosić możemy, że opisał on dzień 13 sierpnia 1938 r. – święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Porównując ten opis z szeroko znanym opisem Zygmunta Kaczkowskiego, zamieszczonym w wydanej w 1855 r. powieści Mąż szalony, stwierdzić można, że odpust w Łopience nie był już wówczas takim spektakularnym jak wcześniej wydarzeniem (choć może uwaga ta nie dotyczy głównego odpustu, który obchodzono 21 września).Oprócz nabożeństwa w cerkwi reporter nie zauważył niczego nadzwyczajnego. Najwięcej miejsca poświęcił widokom i kondycji mieszkańców. Jego relacja ma bardzo czytelny podtekst polityczny, co w tamtym czasie i miejscu nie powinno nikogo dziwić. Mamy też sporą porcję topografii okolic, co pomimo kilku lapsusów pozwala przyjąć, że reporter w Łopience rzeczywiście był, a dotarł tam drogą przez Radziejową.
Stefan Żenećkyj (używał także pseudonimów literackich: Stepan Wusatyj i Fedyn Borozenko) urodził się 28 grudnia 1913 r. w Mostach Wielkich, zmarł zaś 8 czerwca 2008 r. w Yonkers (USA). W okresie międzywojennym pracował w lwowskiej gazecie „Nowe Seło”, w „Dile” opublikował tylko trzy teksty w sierpniu 1938 r. Zmobilizowany, walczył w wojsku polskim w kampanii wrześniowej i dostał się do niemieckiej niewoli.
W czasie wojny pracował w ukraińskich gazetach wychodzących w Berlinie, „Wisnyku” i „Hołosie”, publikował też w magazynie „Probojem”, wydawanym w Pradze. Po wojnie pracował w redakcji gazety „Chrystianśkyj Hołos” w Monachium. W1952 r. wyjechał do Stanów Zjednoczonych, gdzie stał się jednym z najaktywniejszych działaczy organizacji łemkowskich i ukraińskich. Redagował w Yonkers m.in. „Łemkiwśki Wisti”, a potem „Hołos Łemkiwszczyny” (1972–1997). Był członkiem Związku Ukraińskich Pisarzy Ameryki, a od 2002 r. Narodowego Związku Pisarzy Ukrainy. (lr) [Płaj 50, Miscellanea, strona 288-292]