„Bystrzec 2023” – krótka relacja

Po trzech latach przerwy spowodowanej pandemią i stanem wojny na Ukrainie wróciliśmy na wokółczarnohorskie szlaki, by stanąć znów pod vincenzowskim krzyżem w Bystrzcu. Decyzja o tym kolejnym powrocie w Czarnohorę nie była łatwa. Z jednej strony trwająca na wschodzie krwawa wojna z Moskalem o być albo nie być Ukrainy, rakiety spadające na Lwów, Iwano-Frankiwsk, Kołomyję, a nawet okolice Delatyna – z drugiej strony rozpacz bliskich po utracie synów i mężów, i coraz to nowe mogiły poległych przy każdej cerkwi. Te dylematy rozstrzygnęło jednak proste zdanie powtarzane przez wszystkich „Przyjeżdżajcie! Zapraszamy!”. I tak, pomimo wojny, a może właśnie jej na przekór, w dniach 4-12 sierpnia znów byliśmy na pięknej i gościnnej Huculszczyźnie. Ten wyjazd traktowaliśmy także jako wyraz solidarności z walczącą Ukrainą. I tak też przez wszystkich spotkanych na szlaku ludzi był on traktowany. Na każdym kroku spotykaliśmy się z wyrazami sympatii i wdzięczności oraz wiary, że razem z całym cywilizowanym światem uda się Moskala pokonać. Hasło „Polacy” otwiera na Ukrainie absolutnie wszystkie, nawet te dotychczas zamknięte drzwi. I serca.
W tym roku program wyjazdu był szczególnie napięty. W pierwszym dniu odwiedziliśmy Worochtę, a szczególnie cmentarz, na którym niedawno wspólnym wysiłkiem udało się odnowić kilka starych nagrobków. Stwierdziliśmy, że zarówno nagrobek Zarembów jak i huculski krzyż Moczerniaków prezentują się naprawdę okazale! Solennie w tym miejscu przyrzekliśmy, że to nie koniec i w miarę możliwości prace w Worochcie będziemy kontynuować. Potem dotarliśmy do Jawornika-Szybenego, gdzie zostaliśmy przyjęci i ugoszczeni w gospodarstwie rodziny Kałynyczów. W czasie tego krótkiego pobytu udało się w pełni zabezpieczyć odkryty niedawno fragment nagrobka Józefa Bensdorffa, który spokojnie będzie czekać na konserwację i powrót na mogiłę tej zasłużonej dla Huculszczyzny postaci. W tym szczególnym, wojennym roku, bardzo chcieliśmy uczestniczyć w uroczystym nabożeństwie, które corocznie odbywa się przy „Doboszowej Kernyci” w Gadżynie, a które gromadzi liczną rzeszę wiernych z całej Huculszczyzny. I udało się! Piękno celebry, liczne grono duchowieństwa i wiernych pod przewodnictwem władyki kosowsko-kołomyjskiego Juliana, cerkiewne śpiewy… Stamtąd przez Szpyci już po zmierzchu dotarliśmy na Pop Iwana.

W odnowionych wnętrzach Obserwatorium czekał na nas wygodny nocleg, wspólna kolacja w historycznej świetlicy, zwiedzanie wnętrz i długie rozmowy z ratownikami, którzy pełnią w budynku służbę. A rano wspaniałe widoki z trasu meteorologicznego na morze gór. Różnymi drogami zeszliśmy do Szybenego. Części udało się odwiedzić pozostałości klauzy Szybene. Pozostałymi ślady po schronisku pod Smotrecem oraz piękną, ale dziką dolinę Pohorylca. Za serdeczne przyjęcie w Obserwatorium (a byliśmy pierwszą grupą turystyczną oficjalnie tam goszczącą) dziękujemy gospodarzowi prof. Ihorowi Cependzie, rektorowi Uniwersytetu Przykarpackiego im. Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankiwsku, a także ratownikom z Wasylem Spaskim i Władysławem Chlebowiczem na czele. Wczesnym rankiem przez Ruski Dił i Rohy dotarliśmy na granicę ukraińsko-rumuńską, wędrując którą wśród deszczu i gradu, ale także w przepięknym słońcu po trzech dniach dotarliśmy do Hnitesy. Po drodze trzy arcykarpackie biwaki: na Popadii, na połoninie Pirie i połoninie Wesnarka. Tylko my, Karpaty… i śmigłowiec ukraińskiej straży granicznej wieczorami patrolujący granicę. Przy tradycyjnych watrach towarzyszyły nam, jak zwykle wersy „Na wysokiej połoninie”. Na Hnitesie spotkaliśmy jedynych na naszym szlaku turystów. Oczywiście z Polski. Wyszli, tak jak my dwa lata temu z Przełęczy Prislop i po rumuńskiej stronie granicy zamierzali dotrzeć do Ruskiej Polany. Miejmy nadzieję, że im się udało. Potem przez zjawiskową Wasylkową i połoninę Prełuczny dotarliśmy do Perkałby, Saraty, a późnym wieczorem z powrotem do Bystrzca, w gościnne progi domu państwa Potiaków. Nasza wyprawa wzdłuż granicy była w pełni legalna. Elektroniczne zgłoszenie zostało przyjęte w siedzibie Oddziału Straży Granicznej w Czerniowcach i przesłane do strażnicy w Szybenem, a nasze paszporty skrupulatnie sprawdzono na posterunkach zarówno na „Czartaku” przed Bystrzcem, jak i w Szybenem, na Rohach, a także przez patrole. Ostatni dzień poświęciliśmy na spotkanie w miejscu domu Stanisława Vincenza i prace remontowe przy vincenzowskim krzyżu. Sprawa krzyża to na pewno temat na osobną relację bo jego stan techniczny przez ostatnie trzy lata dramatycznie się pogorszył. Surowe warunki klimatyczne sprawiły, że konieczny jest jego remont kapitalny, a być może całkowita rekonstrukcja.

Na osobną relację zasługuje sentymentalno-fotograficzna wyprawa Pawła, wraz z dwoma kolegami wędrował śladami swoich dziadków do Horodenki, Kołomyi, Werchowyny i Worochty. W czasie tej wyprawy nawiązane zostały liczne nowe znajomości i powstał cały cykl pięknych fotografii (wszak Paweł Jaroszewski jest artystą-fotografikiem!). Liczymy, że owoce tej eskapady będzie można zobaczyć na odrębnej wystawie. Już wiadomo, że w Muzeum Regionalnym w Horodence powstanie kącik dotyczący czasów przedwojennych z archiwalnymi fotografiami i dokumentami ofiarowanymi przez Pawła. W drodze powrotnej nie obyło się bez odwiedzin grobów księdza Sofrona Witwickiego i Tanasjia Urszegi obok cerkwi w Ilci. Dziękujemy wszystkim uczestnikom: Aniu, Haniu, Ewo, Pawle, Piotrze, Jurku, Antku, Wojtku, Michale, Januszu, drugi Pawle, Jurku, trzeci Pawle, Juriju! To dzięki Wam ten wyjazd był tak udany. I już tęsknimy za kolejnym spotkaniem w tych jakże bliskich sercu Karpatach…

Leszek Rymarowicz, Adam Zamojski

Udostępnij