Kyrlibaba, wieś bardzo karpacka (Płaj 34)

Andrzej Wielocha
(fragment)
To niezwykle ciekawa i trochę tajemnicza miejscowość leżąca – można by rzec bez przesady – w samym sercu Wschodnich Karpat. Centrum wsi położone jest na wysokości ok. 950 m n.p.m. w dolinie Złotej Bystrzycy, w miejscu gdzie uchodzą do niej dwa potoki, a właściwie to raczej górskie rzeki – Cibeu (Ţibău) i Kyrlibaba (Cârlibaba). Miejscowość i jej liczne przysiółki leżą na stokach czterech masywów górskich – Gór Rodniańskich, Suchard, Marmaroskich i Obczyny Mestekanisz.  W polskiej literaturze nazwa wsi pisana jest najczęściej przez „i” – Kirlibaba, jednak pisownia przez „y” zdecydowanie lepiej oddaje jej zarówno rumuńską (Cârlibaba), jak i huculską wymowę.

Nazwa
Nazwa wsi jest raczej wtórna i pochodzi najprawdopodobniej od nazwy potoku. Z tym zastrzeżeniem, że dawniej nazwa nie oznaczała samego potoku, lecz raczej dolinę. Zresztą tę samą nazwę co wieś i potok, nosi także zamykająca dolinę, niegdyś ważna ze względów komunikacyjnych przełęcz. Nazwa może pochodzić od imienia Cyryl (Kyrył), w wersji ruskiej brzmiałaby więc taką mniej więcej postać: Kyriliwa > Kyrliwa > Kyrliba, po polsku zaś, byłoby to tyle co Cyrylowa, czyli należąca do jakiegoś Cyryla.
Bardzo pociągający i egzotyczny jest pomysł poszukujący tureckich źródeł nazwy Kyrlibaba. Sam kiedyś fascynowałem się pomysłem tureckiej strażnicy na starym szlaku z Mołdawii do Marmaroszu. Nic jednak z tych rzeczy, jak zobaczymy poniżej nazwa ta była znana w czasach, kiedy Turcy męczyli się jeszcze z Konstantynopolem, a o Mołdawii mieli raczej niewielkie pojęcie. Tak więc tylko z obowiązku odnotujmy, że kyrlibaba – po turecku znaczy tyle mniej więcej, co „brudny ojciec”. Także domorosłe etymologie odwołujące się wprost do różnych „bab” – a to kuśtykających, a to wróżących czy zajmujących się czarami, należy raczej zapisać po stronie ludowych bajd – nawet skądinąd sympatycznych.
Historia
Najstarszą wzmiankę o tej nazwie znajdujemy w polskich źródłach, mianowicie w pochodzącej z ok. 1450 roku Chorografii Jana Długosza, a konkretnie w tym jej fragmencie, który dotyczy wypływających z Gór Sarmackich (Karpat) rzek, gdzie czytamy:
„…Item Moldawa, cuius fons ex Montibus Sarmaticis ex monte Kyrleba, hostia in Sereth propre Romanow Targ.” [Długosz Jan, Annales seu cronicae incliti Regni Poloniae, liber primus, Chorographia Regni Poloniae, str. 83] Co w tłumaczeniu na polski znaczy mniej więcej:
„…Dalej Mołdawa ze źródłem w Górach Sarmackich, bijącym z Góry Kyrleba uchodzi do Seretu blisko Romanowego Targu.”
Jak wiemy, źródła Mołdawy znajdują się w masywie Obczyny Mestekanisz, w rejonie szczytów Lucina (1588 m) i Horby (1507 m). Ten ostatni zaś, leży w bezpośrednim sąsiedztwie przełęczy Kyrlibaba (1225 m). Zbieżność nazwy i lokalizacja nie pozostawiają wątpliwości, co do tożsamości długoszowej Kyrleby i dzisiejszej Kyrlibaby. Oczywiście trzeba wziąć pod uwagę to, że termin „góra” był używany przez Długosza nie koniecznie w takim znaczeniu, w jakim używamy go dzisiaj. Z analizy innych występujących u Długosza oronimów wynika, że pojęcie to mogło oznaczać równie dobrze pewien większy fragment gór, grzbiet, a nawet przełęcz, nie zaś konkretny wierzchołek. Z pewną dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że nazwa ta odnosić się mogła do przełęczy Kyrlibaba, jak i do otaczających ją sąsiednich grzbietów, których wierzchowinami biegły stare szlaki komunikacyjne. A musiały być to wówczas bardzo ważne szlaki, skoro nazwa „góra Kyrleba” znana była Długoszowi i znalazła się wśród naprawdę nielicznych oronimów wymienionych przez niego w Chorografii. Wydaje się, że właśnie przez ową Kyrlebę biegł szlak z Podola (i generalnie z Rusi) do Siedmiogrodu, prowadzący z doliny Czeremoszu wierchowińskimi płajami w dolinę Bystrzycy, a następnie przez przełęcz Rotunda i kopalnie Rodnej w dolinę Samoszu.
Tu warto od razu zaznaczyć, że forma Kyrlibaba (czy Kirlibaba) jeszcze w XIX nie miała swoje oboczności, o czym może świadczyć węgierska mapa z 1858 roku, na której nazwa potoku podana jest w formie Kirliba.
O grubo ponad sto lat późniejszy od Chorografii, bo datowany na 1595 r. jest list Mihaly Tolnay’a, pyrkałaba (pârcălaba) czyli horodniczego Suczawy, w którym zapisany został hydronim zinterpretowany przez Nicolaie Iorga (jednego z najwybitniejszych historyków rumuńskich) jako Cârlibaba.
Także notatka mnichów z klasztoru Putna, którzy w 1629 r. pisali, że kiedy Miron Barnowski Movila ruszył by objąć tron Mołdawii – „znalazł kraj jak bez gospodarza, obrabowany przez Tatarów i rozbójników, którzy pozostawili z Suczawicy tylko kamienie, a którzy nadal przebywają w Kyrlibabie, przez co klasztor jest w dużym niebezpieczeństwie” – dotyczyła raczej doliny niż miejscowości. Nota bene świadomość pobytu w Kyrlibabie i okolicach Tatarów tkwi bardzo mocno w lokalnej tradycji i znajduje odzwierciedlenie między innymi w bardzo licznych „tatarskich” toponimach jak np. potok Tătarca, czy drugi, co do wysokości szczyt w Obczynie Mestekanisz – Bâtka Tătărici (1549 m).
Tereny te od dawien dawna były pograniczem Mołdawsko – Węgiersko – Siedmiogrodzko – Polskim (wcześniej Ruskim). Wszak granica pierwszej i drugiej Rzeczypospolitej (osiągająca swój maksymalny południowy zasięg na szczycie Hnitesy 1769 m) przebiegała o niespełna 40 km stąd. Trudno jest jednoznacznie określić, od kiedy przebieg granic został sprecyzowany w ten sposób, że ujście Cibeu do Bystrzycy stało się miejscem tzw. trifinium czyli stykiem trzech granic Węgier (Marmaroszu), Siedmiogrodu i Mołdawii (Bukowiny). Czy stało się to przed powstaniem wsi? Czy może właśnie strategiczność zbiegu granic była powodem postania osady? Biorąc pod uwagę „starożytność” węgiersko-mołdawskiej granicy oraz znaczenie szlaków komunikacyjnych prowadzących przez przełęcze Przysłop i Rotunda, można założyć, że w miejscu tym wcześniej istniała jakaś osada strażnicza czy choćby celna węgierska lub mołdawska, a może jedna i druga.
Są to jednak tylko przypuszczenia, bo tak naprawdę najstarsze pisane wzmianki, w których jest mowa o miejscowości pochodzą dopiero z 1797 roku, kiedy rozległe tereny na lewym, bukowińskim brzegu Złotej Bystrzycy, w górnym jej biegu, w tym Kyrlibabę i Iacoeni, nabył Karl Manz, przemysłowiec ze Styrii, z zamiarem uruchomienia tu kopalń eksploatujących złoża ród srebra, miedzi i ołowiu. Jak wyglądała wówczas wieś nie wiemy, ale można założyć, że podobnie jak inne osiedla huculskie. W dolinie zapewne istniała cerkiew, parochia, może karczma i pewnie niewiele więcej. Huculi mieszkali zaś w przysiółkach rozrzuconych po okolicznych grzbietach, tam gdzie górskie łąki zapewniały paszę dla owiec i bydła.
Żeby móc zrealizować swoje przedsięwzięcie Manz musiał znaleźć górników i robotników. Obok wsi Kyrlibaba założył więc osiedle górnicze, które nazwał Mariensee. Około 1800 r., kiedy zaczęto drążyć sztolnie, a urządzenia do oczyszczania i topienia rudy w ramach manzowego przedsięwzięcia stanęły na brzegu potoku Kirlibaba, obsługiwali je pierwsi niemieccy górnicy i rzemieślnicy, zgodnie z ustną tradycją sprowadzeni przez Manza z miast spiskich – Kieżmarku, Dobsiny, Bardiowa i Kremnicy. Stali się oni założycielami miejscowych rodów Lerch, Beldinger, Gärtner, Knoblauch, Watzin, Feig, Reiss, Schwartz, Wonthus i Greck. Czipserzy pochodzili także z miejscowości leżących poza historycznym Spiszem, na przykład z Górnego Wyszowa (Oberwischau), Cavnic (Kapnik-Oberstadt) i Iacobeni (Jakobeny). Przezwiska nadane pierwszym Niemcom, którzy osiedlili się w górnym biegu Złotej Bystrzycy, są w użyciu do dziś, a pochodzą one od miejsc z których przyjechali: „Dobschauer” (przezwisko rodziny Wenzel) „Bartfelder”, „Kaschauer” czy „Probener” (rodzina Beldinger). Pomiędzy 1810-1820 Karl Manz sprowadził także niemieckich rzemieślników z Górnego Śląska o bardzo polsko brzmiących nazwiskach Tscherwensky, Mesabrowsky, Muschinsky, Kallowitsch, Hankjewitsch, Golatzky czy Nickelsky.
Mniej więcej w tym samym czasie inna czipserska osada – nazwana Ludwigsdorf (zwana także Nową Kyrlibabą – Cârlibaba Nouă) powstała na prawym brzegu Bystrzycy. Ale ponieważ środkiem rzeki biegła granica pomiędzy Bukowiną, a Siedmiogrodem, Ludwigsdorf (z węgierska zwany Lajosfalva, lub dla odróżnienie od innych wsi węgierskich o tej nazwie – Radnalajosfalva) leżał w Transylwanii, a Mariensee w Galicji (Bukowinia do 1848 roku była jej częścią). Na łączącym obie osady moście był posterunek graniczny. Być może było tak, że po stronie Starej Kyribaby czyli w osadzie Mariensee osiedlili się ewangelicy, zaś w Nowej czyli Ludwigsdorfie katolicy. Wniosek taki nasuwa się, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że we właściwej Kyrlibabie do dzisiaj stoi stary, drewniany kościołek ewangelicki, od dawna zresztą zamieniony na cerkiew (podobno niemieccy osadnicy wyjeżdżając z Kyrlibaby odsprzedali go prawosławnym mieszkańcom), po stronie Nowej Kyrlibaby czynny zaś jest do dzisiaj kościółek katolicki pod – skądinąd bardzo węgierskim wezwaniem – św. Ludwika.
Sofron Witwicki, proboszcz greckokatolicki w Żabiem Ilci, wielce zasłużony działacz PTT, autor najstarszych opisów Hucułów, który z bliżej nieustalonych powodów przebywał w połowie XIX w. w Kyrlibabie, pisząc o niej przestrzega:
„Tu proszę rozróżnić Kirlibabę od kolonii hamerników Ludwigsdorf, leżącej na przeciwnym brzegu złotej Bystrzycy, tych zowią Cipserami, a Ludwigsdorf zowią też Mariensee, na cześć herbu poprzedniego właściciela tejże srebrnej hamerni, Wincenca Manz. – Co kto lubi.”
Jak widać Witwicki utożsamia Mariensee z Ludwigsdorfem, co jest w wyraźnej sprzeczności z innymi przekazami. Czy to możliwe, żeby 50 lat po powstaniu osad (inna sprawa, że zdążyła ona przez ten czas zmienić właściciela), zamieszanie z ich nazwami było tak duże, że będący tam Witwicki nie bardzo mógł się w nich połapać? Czy też pokręcił nazwy pisząc po latach swoje wspomnienia? Pewnie nigdy już się tego nie dowiemy. Choć inne wspomnienia Witwickiego są bardzo konkretne, pisze np., że: „W Kirlibabie dawno za mojej bytności podczas Jordanu 52 wystrzałów z moździerzów.” Swoją drogą hucznie musiano świętować.
Tu nie mogę odmówić sobie pewnej dygresji. Biorąc pod uwagę fakt, że Sofron Witwicki był księdzem greckokatolickim, jego pobyt w Kyrlibabie jest bardzo tajemniczy. Jeszcze większej nabiera on tajemniczości, kiedy czytamy, co Witwicki pisze:
„Ja sam grzebałem w roku 1852. w Kirlibabie Hucuła Piotra Budzuł, co był grenadyerem jeszcze za cesarzowej Maryi Teresy…”
Na czym owa tajemniczość polega? Ano na tym, że Huculi w Kyrlibabie (jak zresztą na całej Bukowinie) byli jak jeden mąż – i są zresztą do dzisiaj – prawosławni. Jak więc mógł ksiądz greckokatolicki spełniać kapłańską posługę? Czy była to może jakaś misja greckokatolicka? Czy może Witwickiego wysłał na podlegającą mu jeszcze wtedy Bukowinę stołeczny Lwów? Ta zagadka pozostanie na razie bez odpowiedzi. Może gdzieś w archiwach u św. Jura znajdziemy kiedyś jej rozwiązanie.
Jednak już w 1820 roku wyczerpała się ruda srebra, potem miedzi i ołowiu, a w 1859 r. kopalnie zbankrutowały i zostały całkowicie zamknięte. Dziś coraz trudniej odnaleźć w terenie ślady po zasypanych sztolniach i zarastających hałdach. Czipserscy górnicy musieli znaleźć sobie inne miejsce lub nauczyć się nowego zawodu. Stali się więc drwalami i flisakami, konkurując w tym zakresie z Hucułami. Drewno pozyskiwane na stokach, spuszczane było do dolin i montowane w tratwy, te zaś spławiane albo do Ortoaia (Orth am Schwarzbach) i Vatra Dornei albo dalej w dół Bystrzycy, aż do Bacău. Z czasem także i tu zaczęto budować tartaki, a pod koniec XIX wieku wielki parowy tartak stanął u wylotu doliny Cibeu. W tym czasie w wyższych partiach dolin potoków powstały przysiółki związane z eksploatacją drewna (być może wcześniej też z poszukiwaniem nowych złóż ród), jak np. Birşaba (Byrschau, Byrschaw), Lala (Lallathal), Rotunda, Valea Stânei (Hüttenthal,) Ţibău (Zibau), Jedu (Jedx) i Şesuri (Schessu). Ten ostatni przysiółek założony został przez drwali o niemieckich i polskich nazwiskach Reitz, Duschek, Hellinger, Lemberger, Schnur, Kulinjak, Muschinsky. Jego nazwa podobno pochodzi od słowa „Schessu”, co w dialekcie czipserskim znaczy tyle co Schüssel – miska. Obecnie można tam obejrzeć niewielkie muzeum, w którym m. in. znajdują się pamiątki po czasach spławu. Do transportu pozyskanego drewna wykorzystywano wody potoków Cibeu, Kyrlibaby i Złotej Bystrzycy, na których powstały liczne klauzy spiętrzające wodę, ze względu na wyjątkową malowniczość chętnie uwieczniane na pocztówkach. Ich całkiem wyraźne ślady można odnaleźć jeszcze dziś. (…)