Wszystko na temat: Huculszczyzna

Nowy „Płaj” – obszerniejszy niż zazwyczaj

Najnowszy, 58 tom „Płaju” wyszedł nam obszerny, jak jeszcze nigdy. Rozległy jak rzadko kiedy jest również jego zakres tematyczny. Jest tu o historii i o przyrodzie, o ratowaniu zabytków i o fotografice, o górach w zimie, o archeologii, poezji, a nawet poniekąd o wierze w Boga – w szkicu R. M. Remiszewskiego o Piotrze Borowym. Wszystko to w Karpatach i o Karpatach. Może to choć trochę osłodzi stałym czytelnikom przykrą wiadomość, iż żywot almanachu karpackiego zbliża się ku końcowi, a „Płaj” 60. będzie ostatni. Tom, który oddajemy do rąk Czytelników otwiera tekst Leszka Rymarowicza o słynnej wśród przedwojennych turystów kolejce leśnej Worochta–Foreszczenka i pogmatwanych losach ludzi z nią związanych. Jak zwykle u tego autora bardzo wnikliwy, kipiący od dygresji i opatrzony mało znanymi lub w ogóle nieznanymi zdjęciami. To samo można powiedzieć o artykule Andrzeja Wielochy poświęconym XIX-wiecznemu fotografowi Juliuszowi Dutkiewiczowi z prowincjonalnej Kołomyi, który jako pierwszy robił zdjęcia Hucułów i Huculszczyzny, ale wykonywał też zamówienia dworów królewskich – rumuńskiego i serbskiego, a wyrazy uznania otrzymywał z Wiednia i nawet z Petersburga. Czytaj dalej

Płaj 58

Płaj 58 (jesień 2019, stron 264+16)

Zawartość tomu:

Komunikat o zakończeniu wydawania „Płaju”

Tadeusz Petrowicz (1924–2019)

Leszek Rymarowicz, Wokół kolejki leśnej Worochta – Foreszczenka

Andrzej Wielocha, Juliusz Dutkiewicz — pierwszy fotograf Huculszczyzny

Witold Grodzki, Od Radoszyc po Góry Słonne. W poszukiwaniu widoków z II wojny światowej

Wojciech Krukar, Na północ od Chryszczatej

Juliusz Marszałek, Okolice Starego Sambora 120 lat temu 

Krystyna Chowaniec, Bieszczady oczyma Jerzego Harasymowicza

Edward Marszałek, Leśne wątki w życiu i w poezji Jerzego Harasymowicza

Czytaj dalej

Nadzieja w kermanyczu

Dom Aukcyjny DESA w Pałacu Kmitów przy ul. Floriańskiej 13 w Krakowie 13 czerwca o godz. 16 na 185. Aukcji „Malarstwo, grafika, rzemiosło artystyczne” oferuje pod nr 54 niezwykle ekspresyjny obraz olejny Fryderyka Pautscha zatytułowany „Spływ tratwą po Prucie”. Przedstawia on garstkę przerażonych ludzi kryjących się za plecami walczącego z żywiołem kermanycza na niesionej przez wezbraną rzekę darabie. Grozy całej scenerii dodają jeszcze ciemne, burzowe chmury nisko wiszące nad nurtem rzeki i uderzający spod nich porywisty szkwał. Jest jednak w tym wszystkim pewien kłopot, otóż na Prucie nie prowadzono takich spławów. Na Czeremoszu i owszem, na Prucie – z różnych przyczyn – nie. Fryderyk Pautsch (1877 – 1950) urodził się w Delatynie nad Prutem, nic więc dziwnego, że był jednym z najpłodniejszych twórców tzw. „hucułów”, czyli obrazów nawiązujących do folkloru Huculszczyzny, charakterystycznego nurtu w sztuce  Młodej Polski. Huculszczyznę znał więc z autopsji, czy mógł zatem popełnić taką gafę, czy to raczej któryś z marszandów zasugerowany biografią malarza dopisał ten Prut do tytułu? W każdym razie mnie się mój tytuł bardziej podoba.

Czy Stanisław Vincenz był etnografem?

W „Kurierze Galicyjskim” nr 6 z kwietnia tego roku na stronie 18, zamieszczono artykuł Jurjia Smironowa pt. Nieznany Stanisław Vincenz. Ponieważ tekst ten budzi szereg wątpliwości, czekaliśmy na ukazanie się kolejnego numeru „Kuriera” licząc ewentualnie na jakieś sprostowanie, ale się nie doczekaliśmy.  Wdaje nam się jednak, że sprawy nie można zostawić bez komentarza, więc go zamieszczamy.
Po pierwsze sprawa procesu sądowego „Polminu” ze spółką „Produkcja”, w której Stanisław Vincenz był oskarżonym, została dość dokładnie omówiona przez profesor Mirosławę Ołdakowską-Kuflową w jego biografii (wydanej niedawno także w języku ukraińskim), nie jest więc tematem nieznanym, co wydaje się sugerować tytuł artykułu.
Po drugie pan Smironow widocznie tak szybko czytał dzieło Vincenza, że nie zdążył policzyć tomów i z Wysokiej połoniny zrobiła mu się trylogia. Cóż, ta książka każdego może wciągnąć do tego stopnia, że w czytaniu się zagubi.
Po trzecie wreszcie autor artykułu bezkrytycznie powtarza za prasą z lat 30. dyrdymały o willi w Bystrzycy (sic!) i o trzech samochodach Stanisława Vincenza. Zaś ta willa to zwykły drewniany dom bez żadnych wygód w Bystrzcu pod Czarnohorą, do którego nie tylko trzema samochodami, ale nawet wozem drabiniasty nie dało się dojechać. Czytaj dalej

W Bystrzcu pamiętają o Stanisławie Vincenzie

Dokładnie 80 lat temu, w nocy 26/27 maja 1940 r. Stanisław Vincenz wraz z rodziną, prowadzony przez zaprzyjaźnionych Hucułów opuścił „Słowiańską Atlantydę” i przez ośnieżoną Czarnohorę przekradł się na Węgry. Na Huculszczyznę już nigdy nie dane mu było powrócić. Bystrecka „mała ojczyzna” żyła jednak w jego duszy i na emigracji powstała większa część tetralogii „Na wysokiej połoninie” – dzieła o Huculszczyźnie jakie nie powstało nigdy wcześniej i zapewne nigdy już nie powstanie. Towarzystwo Karpackie oraz mieszkańcy współczesnej Huculszczyzny co roku spotykali się w Bystreckim przysiółku Skarby, pod krzyżem w miejscu domu pisarza, aby posłuchać jeszcze raz jego słów, uczcić jego pamięć i wspomnieć dawnych mieszkańców tego zakątka Karpat. W tym roku jest jednak inaczej. Podróż do Bystrzca jest niemożliwa i nie wiadomo nawet kiedy to się zmieni. Tym ważniejsza jest inicjatywa huculskiej młodzieży, która w przeddzień rocznicy vincenzowskiego exodusu złożyła pod bystreckim krzyżem kwiaty i wraz z miłośnikami Huculszczyzny w Polsce powędrowała myślą, do vincenzowskiej krainy prawdy, dobra i piękna, krainy do której na pewno i my wrócimy…

Andrzej Ruszczak, Leszek Rymarowicz

Czytaj dalej

Redyk pod Howerlą

Wczoraj na podhowerlańską Połoninę Gropa nad Koźmieszczykiem wyszły na wypas owce. To już jeden z ostatnich owczych kierdli w Czarnohorze. Link do filmu z tego wydarzenia udostępnił nam Jura Nesteruk. Bardzo dziękujemy.

Album pocztówek z Huculszczyzny

Uprzejmie informujemy, że na Ukrainie ukazało się właśnie drugie wydanie albumu archiwalnych pocztówek autorstwa Petra Korpaniuka z Kosowa pt. Mij ridnyj kraj (Мій рідний край). Autor jest znanym kolekcjonerem kart pocztowych z terenu szeroko rozumianej Huculszczyzny i Pokucia, a album, a w zasadzie dokładnie mówiąc katalog,  został wydany bardzo porządnie i zawiera ponad czterysta reprodukcji widokówek z początku XX w. W opisach podani są wydawcy pocztówek, a w wielu wypadkach także autorzy reprodukowanych zdjęć jak na przykład Henryk Gąsiorowski czy Mikołaj Seńkowski oraz grafik. Zainteresowanych zakupem albumu prosimy o kontakt mailowy z autorem pod adresem: korpanyuk@ukr.net

Opowieści z dawnego Bystrca pod Czarnohorą

Wywiązując się ze złożonej jakiś czas temu obietnicy publikowania artykułów z wydanych wcześniej tomów Płaju przypominamy dziś obszerny tekst Andrzeja Ruszczaka z tomu 53, w którym autor prezentuje opowieści huculskie znalezione w zapiskach Stanisława Vincenza przechowywanych w Zakładzie Narodowym im. Ossolińskich we Wrocławiu. Nie są to zwykłe ludowe legendy, lecz historie „z życia” nasycone elementami nadnaturalnymi. My, z naszym sceptycyzmem i racjonalizmem, czytając je, możemy uśmiechać się z politowaniem, ale dla Hucułów sprzed blisko stulecia była to codzienna rzeczywistość ich świata, niebudząca najmniejszych wątpliwości. A i dzisiaj wydaje się to być ciekawa lektura na przymusowe domowe wieczory. Do pobrania w pdf-ie.

Mistrzyni wielkanocnej tradycji

Najnowszy numer Wierchowińskich Wieści z 17 kwietnia 2020 roku na pierwszej stronie zamieścił krótki wywiad z Julią Potiak, młodą pisankarką z podczarnohorskiego Bystrzca, nawiązując w ten sposób do wypadającej w najbliższą niedzielę Wielkanocy w obrządku wschodnim. O Julii pisaliśmy już na naszym portalu przy okazji  „Spotkanie Vincenzowskiego” w Bystrzcu i międzynarodowej konferencji „Vincenz. Dialog – Karpaty – Europa Wschodnia” w Krakowie, w której brała udział. Teraz zachęca ona wszystkich do podtrzymywania pięknej huculskiej tradycji malowania pisanek, po to, żeby podarować je bliskim i kolegom w przeddzień Święta Zmartwychwstania Chrystusa.
Jeśli nie robiłeś tego wcześniej, może Ci się to wydawać trudnym zadaniem – mówi Julia – ale wcale tak nie jest, pomimo faktu, że rysowanie na powierzchni jajka jest oczywiście trudniejsze niż na papierze. Zajmować się malowaniem pisanek może każdy, ale musi pamiętać o tym, że te rysowane na pisance wzory wypełnione są głęboką treścią i pochodzą z dawności. Dobrze jest, jeśli rysunek na jajku zawiera symbole, które są bliskie osobie nią obdarowanej. Każda pisanka ma swoje własne znaczenie, każdy rysunek wykorzystujący różne symbole ma inne sakralne przesłanie. Dlatego wspierajmy i kultywujmy te piękne tradycje naszych przodków – Христос Воскрес!

Tajemnica obelisku pod Sokólską Skałą

Skała Sokólski albo Sokólska zwieszająca swoje zerwy nad nurtem Czeremoszu, między Rożnem Wielkim, a Tudiowem, kilka kilometrów przed Kutami, jest niezwykle malownicza i jeszcze dziś robi duże wrażenie, a kiedyś była prawdziwym postrachem prowadzących daraby kermanyczów. W listopadzie 1990 roku odsłonięto na niej pomnik Tarasa Szewczenki autorstwa lwowskich rzeźbiarzy Wasyla i Wołodymyra Odrechiwśkich. Ma on nawiązywać do istniejącego to ponoć dawniej pierwszego narodowego pomnika Szewczenki na Ukrainie, a nawet  w ogóle na świecie. Autorzy artykułu z Płaju 47 podążając tropem dziejów tajemniczego obelisku pod Sokólską Skałą nad Czeremoszem odkrywają prawdziwe jego pierwotne przeznaczenie oraz wtórny, choć autentyczny i coraz mocniej obrastający legendą związek z Tarasem Szewczenką. Artykuł do pobrania w pdf.