Wędrówki z polskich Karpat Wschodnich na Węgry

O Stanisławie Vincenzie pisaliśmy na łamach Almanachu Karpackiego „Płaj” wielokrotnie, wielokrotnie też publikowaliśmy jego oryginalne teksty (część z nich udostępniona jest na naszym portalu). A ponieważ w 2018 roku przypada 130 rocznica jego urodzin, mamy nadzieję, że będzie on u nas wyjątkowo częstym gościem. Na dobry początek proponujemy jego oryginalny tekst zamieszczony w Płaju 43.
Przy okazji informujemy, że wystawa pt. „Dialog o losie i duszy. Stanisław Vincenz (1888–1971)” wg scenariusza Jana Choroszego, której wędrówkę po Polsce  relacjonujemy od dawna, obecnie prezentowana jest w Centrum Dialogu Przełomy w Szczecinie i w Ośrodku Kultury w Brzegu Dolnym, a w planie tegorocznej peregrynacji przewidziane jest 17 kolejnych miejscowości.
Dochodzą do nas też informacje o planowanych – tak w Polsce jak i na Ukrainie – przedsięwzięciach związanych z jubileuszem pisarza. Postaramy się o nich informować na naszym portalu.


Stanisław Vincenz

Wędrówki z polskich Karpat Wschodnich na Węgry – w pamięci ludu i w kronikach1
(Płaj 43)

Południowo-wschodni cypel Karpat polskich był przez wieki oddzielony od świata potężnym izolatorem olbrzymich lasów. Stąd tłumaczy się zapewne niezwykła odrębność kulturalna zamieszkującego je ludu pasterskiego i myśliwskiego zwanego Hucułami. Większość Hucułów mieszka w Polsce, mniejsze ich odłamy na Węgrzech i Bukowinie. Od Węgier dzielił Hucułów polskich dział wód (Cisa – Prut, Czeremosz), którego dużą część stanowi pasmo górskie zwane Czarnohorą wysokie na 2000 m. Przez połowę roku co najmniej pasmo czarnohorskie jest niedostępne a to dzięki nader obfitym opadom śnieżnym, które po stronie polskiej, zwłaszcza w regionach kotłów polodowcowych, tworzą potężne zaspy i lawiny.

Mimo to wszystko, a częściowo nawet dlatego Czarnohora i jej okolice były terenem swoistych wędrówek z terytorium huculskiego na Węgry.

Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, że właśnie w osadnictwie wspomnianego terenu pewną rolę odgrywała jego wieloletnie odcięcie od świata.

W różnych czasach, z różnych przyczyn szukali tu ludzie bezpieczeństwa, uciekając w niedostępne lasy i góry. W XIV w. była to ucieczka przed Tatarami, po których na szlakach górskich pozostały liczne nazwy miejscowe i podania. Później osiedlali się tu zbiedzy, uciekający przed wyrokami sądowymi i przed pańszczyzną. Wreszcie gdy terytoria te zajęła Austria, niemałą rolę w osadnictwie odgrywała ucieczka przed poborem, a właściwie przed połowem wojskowym. Jeszcze w XIX w. motywem osiedlania się tutaj było, jak powiada ustna tradycja ludowa, że; „kto przyszedł tu, brał ziemi ile chciał.”

Niemałą rolę odgrywali w wędrówkach na tym terenie rekrutujący się ze wszystkich rodzajów uciekinierów swobodni rozbójnicy górscy tzw. opryszki, darzeni sympatią wolnego ludu pasterzy i strzelców, opromienieni sławą podań, podobnie jak serbscy hajduki.

Najważniejsze wiadomości o wędrówkach na Węgry mamy w wieku XVII. Gdy Rzeczpospolita wstrząsana była wojnami kozackimi, potężny ruch buntu ludowego dał się odczuć w górach karpackich. Tak daleko pamięć ludu wprawdzie nie sięga, ale wiemy niejedno z kronik i aktów sądowych. Wtedy to po raz pierwszy wspominają akta „latrones ex oris Pocutiae vulgari idiomatu dictos — opryszki”.

Szlachcice polscy — podobnie jak niegdyś szkoccy napadali sąsiadów i do takich sąsiedzkich wojen najmowali górskich opryszków. Czasami zaś Huculi sami organizowali się w bandy i napadali na zamki pańskie (Pniów obok Nadwornej). A gdy ich przycisnął pościg sprawiedliwości uciekali naprzód w Czarnohorę, a potem na Węgry lub Wołoszczyznę. Opryszki zresztą jak wynika w aktów, rekrutowali się z ludności ruskiej wszystkich trzech krajów i chowali się tam gdzie było chwilowo bezpieczniej. Akta i kroniki wymieniają liczne watahy rozbójnickie.

Zresztą rzekomo (co wprawdzie nie jest udowodnione) sama nazwa ludności „hucuł” pochodzi od rumuńskiego słowa „huţeu”, które oznacza rozbójnika-złodzieja. W każdym razie autor książki Neueste physikalisch-politische Reisen durch die Dacischen und Sarmatischen oder nördlichen Karpathen Baltazar Hacquet, który zwiedził ów teren w latach osiemdziesiątych XVIII stulecia zaświadcza, że jeszcze i wówczas „połowa ludności nieprzywykła do pracy sprzyjała staremu sposobowi życia, skłonna do rozbójnictwa”. Od w. XVIII wiele wieści o czynach bohatersko-rozbójniczych, wśród tych opisy wędrówek i napadów na zamki węgierskie przekazało się u pasterzy huculskich drogą ustną aż do dnia dzisiejszego.

Mimochodem zauważmy tu, że życie gospodarcze  pasterzy huculskich — o ile nie zbiednieli jeszcze i nie szukają zarobków poza pasterskich — i już sam sposób mieszkania sprzyja szczególnie kultywowaniu starych wspomnień, opowiadań i pieśni. W zimie a nawet już jesienią, po zebraniu drugiego siana i kartofli mają nadmiar wolnego czasu. Nie tworzą skupień wiejskich lecz przeważnie mają gospodarstwa jednodworcowe rozrzucone po górach daleko jedno od drugiego. Wobec stosunkowo słabego przepływu nowych wrażeń wieści w czasach normalnych utrzymują się tym lepiej i znajdują posłuch stare opowiadania. Przeważająca większość starszego pokolenia które wyrosło w czasach austriackich, stanowią analfabeci, tradycja jest wyłącznie ustna. Do najbardziej rozpowszechnionych należą podania o najsłynniejszym wodzu opryszków karpackich Doboszu i o jego napadzie na niezdobyty dotąd zamek w Nagy-banya2 zwany także „Złotą Bania”. Postać Dobosza jest historyczna. Zginął on w roku 1745 ustrzelony z zasadzki. Jednakże w podaniach nabiera cech mitycznych. Wokół postaci tej opromienionej wprost niezwykłą, nie mniejszą sławą jak hajducy serbscy, skoncentrowano liczne wątki epickie i liczne mity. Według podań zamek Złotej Bani był już przedtem wielokrotnie atakowany przez rozbójników karpackich, zawsze jednak odpierano ich strzałami, a wielu z nich schwytano i stracono lub osadzano w lochach twierdzy. Dopiero sławnemu Doboszowi udało się zdobyć twierdzę, przy czym zwolnił więźniów, a złoto kazał załadować na juczne konie. Zabrał też z sobą — rzekomo piękne gołąbki diamentowe przeznaczone przez węgierskich panów na dar dla papieża. Złoto ukryli opryszki na skałach w Czarnohorze. I stąd lud pokazuje niektóre wały, twierdząc, że tam są ukryte skarby Dobosza. W związku z tą wyprawą wymieniają podania  nazwisko księcia, czy nawet króla Bojary, który był rzekomo wówczas władcą Złotej Bani. Toteż podania chełpią się wielce zwycięstwem chłopskiego przywódcy Dobosza nad królem Bojarym! Przychodzi mimo woli na myśl, że zamek mógł kiedyś należeć do kogoś z rodziny Batorych, ale jeśli chodzi o wiek XVIII byłoby to oczywistym anachronizmem. Podnoszono już że podania pomieszały może Nagy-Banya z Neir Bator.

W późniejszych aktach karnych z XVIII w. („Czarna Xięga”) mamy zeznania świadków dane o napadach rozbójników huculskich na terytorium węgierskim. Tego rodzaju wędrówki trwały nadal i później. Ustna tradycja wymienia nazwiska wielu znanych opryszków i watażków, którzy aż do połowy XIX w. uciekając ze strony polskiej osiadli po stronie węgierskiej. Zresztą, jak bywa to na terytoriach pogranicznych, aż do ostatnich lat chłopi z terytorium galicyjskiego ścigani sądowo za polityczne czy kryminalne przestępstwa osiedlali się na terytorium Rusi Zakarpackiej.

W pamięci ludu pozostało wspomnienie o Nagy Banya i w tej formie, że proch strzelniczy gruboziarnisty używany jeszcze do dzisiaj w połowie XIX w. nazywał się banyass. Miał być kiedyś sprowadzany ze Złotej Bani. Dla ludu myśliwskiego, żyjącego częściowo z polowania musiał to być ważny import. W związku z tym podaniem o opryszkach dochodzi nas jeszcze jeden ciekawy szczegół przekazany mi z całą dokładnością przez prawnuka jednego z opryszków, oto że na początku XIX w. także Wołosi z terytorium Bukowiny przewozili przez kraj huculski i przez Czarnohorę na koniach zboże na terytorium Karpat węgierskich podczas nieurodzaju na Rusi Zakarpackiej. (Przy czym oczywiście huculscy rozbójnicy napadali na te karawany).

W dalszym ciągu mamy do czynienia z całkiem inną falą wędrówek. Były to regularne podróże ormiańskich karawan kupieckich. Nad dolnym Czeremoszem na samej granicy Bukowiny jest miasteczko Kuty  siedziba Ormian polskich. Jeszcze dotąd mieszkają tam Ormianie spolonizowani, ale mówiący nieraz także po ormiańsku. Od wieków zajmowali się kupiectwem, a w szczególności w wieku XVIII i w początkach XIX wyrabiali skórę safianową i transportowali ją na Węgry. Tradycja ustna opowiada że dawali w wielkich stadach kozy na wypas Hucułom wiosną,  latem zaś przychodzili i zabierali skórę i łój, a mięso zostawiali jako wynagrodzenie.

[…] przywożono jakieś nowinki z zakresu mody kobiecej. Np. lat temu 80 przywieziono po raz pierwszy z Marmoroskiego Szigetu rodzaj korali czerwonych dużych, wielkości czereśni, które potem przyjęły się u kobiet huculskich. Przywożono też kukurydzę, pszenicę, nawet wino. Podczas tych jarmarków znajomiono się z tamtejszymi ludźmi, później jedni drugich zapraszali na odpusty, na wesela. Wędrówki te ustały z chwilą przeludnienia i zbiednienia Huculskiej Wierchowiny, a także gdy doprowadzona do Wschodnich Karpat linia kolejowa dała możność łatwiejszego dowiezienia  towarów (w latach dziewięćdziesiątych). Jednak aż do rozpadu monarchii austriackiej ciągle jeszcze choć w mniejszej liczbie wędrowali Huculi polscy do Szigetu lub co najmniej do Rahowa. Po wojnie kursowali na szlaku tym jedynie chyba tylko przemytnicy i kłusownicy.

Archiwum Zakładu Narodowego im. Ossolińskich we Wrocławiu sygn. 17403/III, IV ss. 123-130.
Nagybánya (Wielka Kopalnia), obecnie Baia Mare, stolica województwa marmaroskiego w pn. Rumunii.