Wokół Mokryna u źródeł Czarnego Czeremoszu

Pożegnanie lata to dobry moment na wspomnienie ostatniego, tradycyjnego wyjazdu Towarzystwa Karpackiego w Karpaty Ukraińskie. W tym roku nazwaliśmy wyprawę „Bystrzec Mokryński” – bo centralnym punktem wokół którego przebiegał szlak naszej wędrówki był Mokrynów Kamień. A dlaczego „Bystrzec”? – bo metą naszych wyjazdów jest zawsze Vincezowski Krzyż w Bystrzcu.
– W sobotę (8.08) zebraliśmy się po ukraińskiej stronie granicy w Szeginiach, skąd busem pod wieczór dojechaliśmy do Jasienowa. Tu odwiedziliśmy grób Roma Kumłyka (członka Towarzystwa Karpackiego), a wcześniej w Werchowynie zwiedziliśmy muzeum założone przez Romana, które obecnie z sukcesem prowadzi jego córka Natalia.
– W niedzielę (9.08) sierpnia samochodami terenowymi udostępnionymi przez Werchowyński Park Narodowy (WPN), przez Hryniawę, Hramitny i Probijniwkę, dotarliśmy na Masny Prysłup, gdzie zwiedziliśmy niedawno oddane do użytku budynki WNP, z których jeden przeznaczony jest dla służby Parku, a drugi dla naukowców i turystów. Schronisko wyposażone jest w pościel i niezbędne utensylia. Stąd z ciężkimi plecakami z jedzeniem na 5 dni przemaszerowaliśmy na Połoninę Dukonia, po drodze obejrzeliśmy bliźniaczy zespół budynków WPN w uroczysku Czehany (rejon Połoniny Stefulec). Na nocleg zeszliśmy  do Mokryna, gdzie WPN postawił niezagospodarowany schron.


– W poniedziałek (10.08) po krótkim wypadzie do ruin osady w Popadyńcu, idąc wzdłuż, a bardzo często wprost nurtem Czarnego Czeremoszu, mijając pozostałości klauzy Łostuń i przebijając się przez coraz gęstsze zarośla dotarliśmy do Czemirnego, gdzie po zwiedzeniu ruin posowieckich koszar, nad zabiwakowaliśmy brzegiem Czeremoszu. Rano, ze zdziwieniem zauważyliśmy na tropikach namiotów szron i cienką warstwą lodu na powierzchni wody w kubkach.


– We wtorek (11.08) przez Bałasynów, Połoninę Pirie Wielkie, Przełęcz Łostuńską dotarliśmy na Połoninę Popadia, gdzie obok posterunku strażników WPN rozbiliśmy namioty.
– W środę (12.08) przez Suliguł, Czywczyniarz i trawersując Czywczyn doszliśmy na Czolakin, gdzie w zrujnowanym budynku dawnej mleczarni, jeszcze kilka lat temu licznie odwiedzanej przez grzybiarzy i zbieraczy jagód, a obecnie zupełnie pustym, zorganizowaliśmy nocleg. Pod wieczór „na lekko” wyszliśmy na Czywczyn (1769 m), co było symbolicznym zwieńczeniem tegorocznej wyprawy.

– W czwartek (13.08), wschodnim trawersem Czywczyna, przez Wlk. Budyjowską i Połoninę Prełucznyj doszliśmy do Burkutu, gdzie po krótkim postoju, degustacji wody ze słynnego źródła i zwiedzeniu tej miejscowości-widma, oczekującą na nas terenową ciężarówką przejechaliśmy do Dzembroni Niżnej, gdzie w gościnnym domu Wasyla Sławijczuka mieliśmy umówione dwa ostatnie noclegi.
– W piątek (14.08) przez coraz bardziej zabudowywane Kosaryszcze i Dolinę Czerłenego dotarliśmy pod Vincenzowski Krzyż, gdzie tradycyjnie i nieśpiesznie rozmawialiśmy, o tym co nas co roku od kilkunastu już lat tu sprowadza. Raczyliśmy się kuleszą uwarzoną na watrze i czytaliśmy fragmenty „Połoniny”. O postępie prac przy Krzyżu pisaliśmy już wcześniej. Do Dzembroni Niżnej dotarliśmy przez Bystrzec, odwiedzając znane dobrze miejsca. Był także czas na krótka wizytę u państwa Potiaków i zadumę na przycerkiewnym cmentarzu, na którym spoczywają polegli obrońcy Ukrainy, wśród których Stefan Potiak i Wołodymyr Watujszczak „Gabo”, który pomagał przy budowie Krzyża Vincenzowskiego.
– W sobotę (15.08) wczesnym rankiem wyjechaliśmy z Dzembroni do Kosowa, gdzie pospacerowaliśmy słynny huculski targ i wczesnym popołudniem szczęśliwie wróciliśmy do Polski.

W tym roku była nas spora grupa, bo aż 18 osób. Podróż i wędrówka przebiegała w rygorach wojennych (kontrole na checkpointach i w paśmie granicznym). Mieliśmy wszelkie zgody wydane przez  straż graniczną. Wśród pograniczników nasza grupa z ogromnymi plecakami budziła zdziwienie, ale chyba i sympatię. Jednak to chyba ostatnia taka wędrówka drogą graniczną, wkrótce bowiem dostęp bezpośrednio do granicy zostanie zamknięty przez system zapór z drutu kolczastego wzmocniony kamerami i czujnikami. Wejście np. na Czywczyn możliwe będzie tylko bezpośrednio z doliny Czeremoszu, a dostęp do Hnitesy czy Stoha stanie się niemożliwy.
Koniecznie musimy podkreślić, że wyprawa nie mogą by się odbyć bez pomocy i wsparcia Werchowyńskiego Parku Narodowego.

Leszek Rymarowicz, Adam Zamojski, Janusz Byra

Udostępnij