Porządkując ostatnio płajowe archiwum trafiłem na zakurzoną teczkę wypełnioną kilkudziesięcioma mocno pożółkłymi kartkami zapełnionymi maszynopisem. Pierwsza z nich zawierała poniższy list:
Wieliczka, dnia 24 kwietnia 1992 r.
Drogi Panie Andrzeju,
Przeglądając niedawno jedną z mych teczek p.t. „Artykuły nieopublikowane” począłem się zastanawiać, czy (oczywiście w braku innych) nie użyć niektórych do zatkania jakiejś dziury, w którymś z przyszłych zeszytów „Płaju”. – Czy w ogóle nie poświęcić któregoś zeszytu karpackim szlakom znakowanym?
Może to i lepiej by znalazło się to na najwyższej półce u Pana, aniżeli wśród makulatury prędzej czy później rozproszonej po mym odejściu z tego padołu łez. – Bowiem czuje się coraz gorzej – astma serca (angina pectoris) wzmaga się i tylko niektóre specyfiki utrzymują mnie na powierzchni. Właśnie kończę 85 lat. (…)
Serdecznie pozdrawiam i łapinę ściskam
(Wł. Midowicz)
Nie cały rok po napisaniu tego listu Pan Władysław rzeczywiście opuścił ten najciekawszy ze światów, który przewrotnie zwał „padołem łez”. Z wielkim smutkiem pożegnaliśmy go 11 lutego 1993 r. na wielickim cmentarzu, a pomysł poświęcenia któregoś z Płajów tematyce karpackich szlaków straciwszy swojego adwokata, został odłożony ad acta. Teczka zaś powędrowała do archiwum i przeleżała tam prawie ćwierć wieku. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jest bowiem doskonała okazja, żeby te teksy Pana Władysława ujrzały światło dzienne w jubileuszowym 50, tomie Płaju. Myślę, że na pewno ucieszyłby się z tego faktu, wszak jako członek Towarzystwa Karpackiego wspierał Płaj od samego początku. Warto tu przypomnieć, że 2 tom Płaju prawie w całości Jemu był poświęcony i wypełniony jego tekstami. Czytaj dalej







Pod koniec listopada 1914 r. 71 rosyjska dywizja piechoty rozpoczęła ofensywę z rejonu Śniatynia i Waszkowiec w górę doliny Czeremoszu. Pod jej naporem austriacka 54 dywizja piechoty gen. Schultheissa cofnęła się aż do Uścia Putyłowego. Dowódca frontu gen. Pfanzer-Baltin postanowił na zagrożony odcinek frontu przerzucić bataliony wydzielone z grupy Legionów Polskich.
Prezentujemy poniżej obszerny fragment odnalezionego w Centralnym Archiwum Wojskowym niepublikowanego nigdzie do tej pory wspomnienia Konstantego Cieszkowskiego o pierwszej bitwie Legionów Polskich pod Rafajłową. Relacja w postaci maszynopisu spisana została w 1935 roku, a więc po ponad dwudziestu latach od samych wydarzeń. O autorze niestety nic nie wiemy poza tym, że pod relacją podpisany jest jako rotmistrz 22 pułku ułanów, natomiast podczas walk pod Rafajłową był szeregowym strzelcem. Wydaje się jednak, że posiadał już wówczas znaczne wykształcenie skoro czytał wpisy w księdze pamiątkowej po niemiecku i rosyjsku i w tym ostatnim rozpoznał wiersz Puszkina. W relacji ustosunkowuje się do wcześniejszych publikacji dotyczących walk Legionów Polskich w Karpatach oraz przywołuje dokumenty archiwalne. Nie to wydaje się jednak najcenniejsze w tej relacji, a przede wszystkim zawarta w niej autentyczna atmosfera tamtych dni i tragizm zderzenia młodzieńczych, naiwnych wyobrażeń wojny wyniesionych z Drużyn Strzeleckich z jej brutalną prawdą.
W styczniu 1997 r. minęła pięćdziesiąta rocznica śmierci Henryka Gąsiorowskiego — wybitnego znawcy problematyki wschodniokarpackiej. Jako że w szerszych kręgach miłośników gór jego sylwetka jest zupełnie nieznana, wydaje się celowe przedstawienie jego biografii w poniższym szkicu.