Pogrzeb Andrija w Czortkowie

Mieliśmy zaszczyt, w swoim i Waszym imieniu, uczestniczyć w uroczystościach pogrzebowych śp. Andrija Stepanenki – towarzysza naszych karpackich wędrówek, który 11 marca zginął w walce w obronie ojczyzny przed rosyjską agresją (o czym wcześniej informowaliśmy). Przed grekokatolickim soborem śś. Piotra i Pawła, 16 marca, przy licznym udziale duchowieństwa i społeczeństwa Czortkowa odbyło się przywitanie ciała Andrija. Po nabożeństwach trumnę złożono w kościele pw. Św. Stanisława (oo. Dominikanów), gdzie 17 marca, pod przewodnictwem rzymsko-katolickiego metropolity lwowskiego abp. Mieczysława Mokrzyckiego odprawiona została koncelebrowana Msza Św., w której uczestniczyli mieszkańcy Czortkowa, towarzysze broni Andrija i goście przybyli z różnych stron Ukrainy i Polski. Kazanie wygłosił abp. Mokrzycki, który w asyście duchowieństwa katolickiego obu obrządków, duchowieństwa prawosławnego i asyście wojskowej poprowadził kondukt pogrzebowy na stary cmentarz katolicki i celebrował nabożeństwo nad grobem. Trumnę złożono w mogile przy dźwiękach ukraińskiego hymnu i salwie honorowej. Andrija żegnał cały Czortków, poprzez asystę wzdłuż trasy konduktu – wszyscy klęczeli przed swoimi domami, sklepami, aptekami, szkołami. Na tę chwilę całe normalne życie miasteczka się zatrzymało, słychać było tylko wojskową muzykę, a w przerwach syreny i samochodowe klaksony oddające cześć poległemu.

Zaraz potem wracaliśmy do Polski, mając w oczach rozpacz najbliższych, smutek wszystkich obecnych i świadomość, że to już 121 chłopak z Czortkowa, który zginął na tej wojnie, ale też pełne przekonanie, że duch wolności na Ukrainie nie upadł, nadal powszechna jest wiara w zwycięstwo, że ofiara najlepszych synów Ukrainy nie pójdzie na marne. Gdzieś w sercu wybrzmiewały strofy wieszcza Juliusza Słowackiego (pochodzącego wszak z nieodległego Krzemieńca) o „kamieniach przez Boga rzucanych na szaniec…”. Wracaliśmy przez piękne Podole, wzdłuż Seretu, przez Trembowlę, gdzieś w pobliżu był Zbaraż, Kamieniec Podolski, Chocim, Okopy Świętej Trójcy i inne miejsca ważnych dla naszej wspólnej polsko-ukraińskiej historii. Tak, historia ciągle się powtarza, teraz nasz wspólny Chocim, Kamieniec czy Zbaraż są gdzieś na Zaporożu, koło Doniecka, Słowiańska czy Charkowa. To tam jest teraz nasze przedmurze i kresy – Europy naszych wspólnych wartości.W imieniu rodziny Andrija, szczególnie w imieniu naszego karpackiego towarzysza Aleksandra, ojca poległego bohatera, przekazujemy wszystkim Przyjaciołom, którzy okazali w tych trudnych dniach współczucie i wsparcie, serdeczne podziękowania – Bóg zapłać! Jak pisze Aleksander, „Andrij marzył, aby jego ukochane góry i nasze Podole stały się w przyszłości miejscem spotkań, dialogu i współpracy ludzi dobrej woli z Ukrainy i Polski, z Europy i całego świata. Współpracy na rzecz zachowania wspólnego dziedzictwa i tworzenia przyszłości, bez nienawiści i wojen…”. Oby się to spełniło. Także w imieniu Towarzystwa Karpackiego dziękujemy wszystkim – a było Was prawie trzy tysiące – którzy w naszych mediach społecznościowych, a także w inny sposób wyrażali swoją solidarność z rodziną Andrija i z walczącą Ukrainą. W tej naszej pielgrzymce czuliśmy nieustannie Wasze myśli i wsparcie. Z Czortkowa przywieźliśmy dar Andrija przeznaczony dla Towarzystwa Karpackiego, którego niestety nie było mu dane osobiście przekazać – przepiękny huculski lyżnyk. Złożony był on u wezgłowia katafalku jako świadek życia i ofiary Andrija. Dar ten zamierzamy przekazać do cerkwi w Łopience jako symbol tej strasznej wojny i naszą karpacką relikwię.

Janusz Byra, Leszek Rymarowicz

Udostępnij