Płaj – artykuły

Wschodniokarpackie wiersze Wojciecha Leopolity (Płaj 48)

Zamieszczamy w tym tomie „Płaju” kilkanaście wschodniokarpackich wierszy Wojciecha Leopolity pochodzących ze zbioru zatytułowanego Żar gasnącej watry, którego pierwszy tom ukazał się w 1986 r. w Londynie nakładem Związek Ziem Kresowych RP i redakcję „Kwartalnika Kresowego”, drugi zaś rok później w Polsce wydany przez przyjaciół autora w bibliofilskim nakładzie 40 egzemplarzy. Pewnie te ujęte w poetycka formę wspomnienia nie są poezją najwyższej próby – trudno tego wymagać, wyszły wszak spod pióra poety amatora – jednak zawarty w nich autentyzm przeżyć górskich wędrówek oraz ogromny ładunek nostalgii i prawdziwej miłości do Karpat Wschodnich nadają im zupełnie wyjątkowy wymiar i charakter. Wędrujemy z autorem do konkretnych miejsc, widzimy jego oczyma przedstawione z malarską czy wręcz fotograficzną precyzją obrazy górskiej przyrody i dnia codziennego żyjących tam ludzi. Wiele w tych wspomnieniach barw, dźwięków i zapachów, aż trudno uwierzyć, że autor pisał je po liczącej pół wieku rozłące z krajobrazami Czarnohory i Gorganów. Jednak najbardziej uderza w tych wierszach dojmująca tęsknota i żal za minionym bezpowrotnie światem, który autor darzył żarliwym uczuciem. I choćby dla tego zawartego w nich żaru wiersze te warte są przypomnienia. Czytaj dalej

Po sezonie (Płaj 50)

Hierotej Pihulak (Єротей Пігуляк) 1851 – 1924

Poniższy tekst jest jednym z rozdziałów książki Hieroteja Pihulaka „Werchowyński Zhadky. II. Nad ozerom” (Czerniwci 1909. ss. 190–204). Autorowi poświęcamy w 50 tomie „Płaju” obszerny artykuł.

pihulakWszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Wszędzie ładnie i pięknie, a na mojej Werchowinie, wysoko nad Czeremoszem, i tak najpiękniej. Jak dziecko nawet przy najulubieńszych zabawkach jedną ma tylko myśl: Do mamy, do mamy!– tak i mnie wypełnia całego Werchowina: Na Czarnohorę! Nad jezioro!

Piękne są Alpy z wielkimi, prosto w niebo strzelającymi skalistymi szczytami, piękne są krasowe krajobrazy o fantastycznych formach, ale wszystko to jakieś gołe, za ostre, a kras dyszy po prostu pustką…Co prawda klimat wynagradza te niedostatki, ale nadaremnie wypatrywałem tam rozległych przestrzeni zielonych połonin z pysznymi, bujnymi lasami smrekowymi naszych Karpat. Tam wybujała gigantyczność przyrody aż do przestrachu, tu spokojna, miła dostojność; tam młoda bujność, tu spokojne umiarkowanie; tam ostre, szorstkie skały, tu zaokrąglone, umajone miękką zielenią kopuły. I nie dziwota, bo Alpy są geologicznie młodszym tworem, a Karpaty starsze, rozmyte, wyrównane, wygładzone, dominuje w nich stateczność i powaga dojrzałego wieku. Patrzę z mojego ganeczka na ciche, lśniące lustro jeziora, na ten spokój, który rozścielił się nad wysokimi połoninami, oświetlonymi łagodnym światłem porannego, jesiennego słońca – i w moją duszę wlewa się spokój, harmonia i równowaga tego miłego obrazu.

Czytaj dalej

O znakowaniu karpackich szlaków (Płaj 50)

W_MidowiczWładysław Midowicz

Porządkując ostatnio płajowe archiwum trafiłem na zakurzoną teczkę wypełnioną kilkudziesięcioma mocno pożółkłymi kartkami zapełnionymi maszynopisem. Pierwsza z nich zawierała poniższy list:

Wieliczka, dnia 24 kwietnia 1992 r.

Drogi Panie Andrzeju,
Przeglądając niedawno jedną z mych teczek p.t. „Artykuły nieopublikowane” począłem się zastanawiać, czy (oczywiście w braku innych) nie użyć niektórych do zatkania jakiejś dziury, w którymś z przyszłych zeszytów „Płaju”. – Czy w ogóle nie poświęcić któregoś zeszytu karpackim szlakom znakowanym?
Może to i lepiej by znalazło się to na najwyższej półce u Pana, aniżeli wśród makulatury prędzej czy później rozproszonej po mym odejściu z tego padołu łez. – Bowiem czuje się coraz gorzej – astma serca (angina pectoris) wzmaga się i tylko niektóre specyfiki utrzymują mnie na powierzchni. Właśnie kończę 85 lat. (…)
Serdecznie pozdrawiam i łapinę ściskamautograf_w

(Wł. Midowicz)

Nie cały rok po napisaniu tego listu Pan Władysław rzeczywiście opuścił ten najciekawszy ze światów, który przewrotnie zwał „padołem łez”. Z wielkim smutkiem pożegnaliśmy go 11 lutego 1993 r. na wielickim cmentarzu, a pomysł poświęcenia któregoś z Płajów tematyce karpackich szlaków straciwszy swojego adwokata, został odłożony ad acta. Teczka zaś powędrowała do archiwum i przeleżała tam prawie ćwierć wieku. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jest bowiem doskonała okazja, żeby te teksy Pana Władysława ujrzały światło dzienne w jubileuszowym 50, tomie Płaju. Myślę, że na pewno ucieszyłby się z tego faktu, wszak jako członek Towarzystwa Karpackiego wspierał Płaj od samego początku. Warto tu przypomnieć, że 2 tom Płaju prawie w całości Jemu był poświęcony i wypełniony jego tekstami. Czytaj dalej

W międzywojennym Jaworniku-Szybenem nad Czeremoszem (Płaj 49)

Leszek Rymarowicz

03_nadlesnictwoDolinę Czarnego Czeremoszu u jego zbiegu z potokiem Szybeny uważam za jedno z najpiękniejszych miejsc w Karpatach Wschodnich. W tej obszernej, zacisznej i słonecznej kotlinie górskiej rozsiadło się współcześnie kilkadziesiąt domów, jest sklep, leśnictwo, zastawa (szlaban i strażnica) ukraińskiej straży granicznej, jest też wiejski dom kultury i cerkiew, pojawiają się nieśmiało pierwsze obiekty agroturystyczne, a w perspektywie pensjonaty. Dojeżdża tam regularnie autobus z Werchowyny (Żabiego). Stąd wyruszyć można na Pop Iwana, Stoh, do mitycznego Burkutu, na Czywczyn albo Babę Ludową. Czytaj dalej

Na odsiecz przeszłości (Płaj 50)

Tadeusz M. Trajdos o dziele ks. Mieczysława Czekaja

ks_M_CzekajU schyłku 2000 r. na prośbę ś.p. kolegi Jerzego Tura przygotowałem artykuł poświęcony życiu i pracy księdza prałata[1] Mieczysława Czekaja, którego przyjaźnią mam zaszczyt się chlubić ponad cztery dziesięciolecia. Artykuł był przeznaczony do publikacji opisującej zabytki cerkiewne w dzisiejszej Polsce. Do tej publikacji jednak nie doszło[2].
W związku z tym, po niezbędnych korektach i uzupełnieniach, umieszczam wspomniany tekst w jubileuszowym tomie „Płaju”. 

Ksiądz prałat Mieczysław Czekaj ocalił wiele znakomitych dzieł sztuki kościelnej. Czynił to w ciągu niemal półwiecza posługi duszpasterskiej w parafiach rzymsko-katolickiej diecezji tarnowskiej. Urodził się w r.1938, święcenia kapłańskie przyjął w 1962 r. Skierowany do pracy w parafiach na dawnych terenach łemkowskich zachwycił się pięknem unickich cerkwi i podjął owocne starania o ich odnowę i przetrwanie. Czytaj dalej

Rozmowa z Ojcem i Mamą (Płaj 38)

Katarzyna Tur-Marciszczuk rozmawia z Jerzym Turem i Barbarą Tondos

02_boze_narodzenie_2006Czas tak biegnie, że obejrzeć się niemożna – mawiał Józef Ignacy Kraszewski. Dlatego pozostawił po sobie wspomnienia z Polesia, Wołynia i Litwy. W ciągu mojego czterdziestoletniego życia świat zmieniał się dużo szybciej niż za czasów Kraszewskiego, tym bardziej więc odczuwałam potrzebę utrwalenia tego, co odchodzi. Najlepiej mogli mi w tym pomóc rodzice, dlatego odwołując się do możliwości współczesnej techniki, utrwaliłam kilka rozmów z nimi. Oto fragmenty obszernego zapisu, który – mimo że jeszcze surowy – oddaje ducha tamtych dni, pozwalając przybliżyć się do okresu powojennego i odczuć styl życia niepokazywany w żaden sposób przez środki masowego przekazu czy seriale telewizyjne. Rozmowy te wynikły w sposób trochę przypadkowy. Powracające na forum życia społecznego rozważania i wartościowania przeszłości także i mnie skłoniły któregoś razu do zadania pytania, które w podtekście miało niepokój: czy mój ojciec sprzedał się partii komunistycznej. Odpowiedź doprowadziła do długich i bardzo ciekawych rozmów.

Katarzyna Tur-Marciszczuk

Katarzyna Tur-Marciszuk: Jak to się stało, że zostałeś wojewódzkim konserwatorem zabytków w Rzeszowie? Czytaj dalej

Matka Boża Zbójnicka w Beskidzkim Sanktuarium (Płaj 8)

Urszula Janicka-Krzywda

MB_InwaldzkaNa obrzeżu Beskidu Małego, na pograniczu Pogórza Śląskiego, nad potokiem Stawki — dopływem Wieprzówki wpadającej do Skawy, przy szosie E 7, u stóp pasemka Wapiennicy (531 m npm.) i Ostrego Wierchu (562 m npm.) leży niewielka wieś Inwałd. Położona jest na obszarze województwa bielsko-bialskiego, zaś w administracji kościelnej należy do dekanatu Andrychów diecezji bielsko-żywieckiej.
Osada Inwałd wzmiankowana jest po raz pierwszy w dokumentach w 1318 r. Była wtedy własnością dworzanina królewskiego, Jakusza Ligęzy. W rękach rodu Ligęzów pozostawała do połowy XV w. W następnych stuleciach przechodziła we władanie kolejnych właścicieli.
Parafia w Inwałdzie istniała już w początkach XIV stulecia. Pierwszy drewniany kościół wzniesiono tu w latach 1325-27. Fundatorem jego był ówczesny dziedzic Inwałdu — wspomniany już Jakusz Ligęza. Świątynia została przebudowana w pierwszej połowie XVI w., a następnie powiększona. W latach 1747-50 powstał nowy, murowany kościół fundacji kolejnego dziedzica Inwałdu, kasztelana wojnickiego Franciszka de Schwarzenberg-Czarnego. W 1885 r. świątynia spłonęła, została jednak wkrótce odrestaurowana, głównie z funduszy ówczesnego proboszcza, kolatora Inwałdu hr. Feliksa Romera i parafian. Czytaj dalej

Święto w Łopience. Reportaż z Łemkowszczyzny (Płaj 50)

lopienka_katasterJuż z tydzień wcześniej słyszę jak we wsi opowiadają:
– Święto będzie w Łopience, wielkie święto!
Myślę sobie: trzeba będzie pójść, popatrzyć, może akurat zobaczę tam coś ciekawego… Zresztą tutaj, na Łemkowszczyźnie, wszystko, co się akurat dzieje, jest ciekawe, ale mało znane szerszemu ogółowi. Te wszystkie nasze narodowe, religijne, socjalne i szkolne stosunki… Tak by się chciało o tym wszystkim opowiedzieć szerzej, dokładniej, zaspokoić ciekawość wszystkich Ukraińców, opowiedzieć, że Łemkowszczyzna żyje i żyć będzie, bo tu na straży naszego Narodu stoją Łemkowie – twardzi jak te głazy na ich górzystej i kamienistej ziemi. Czytaj dalej

Dzieje kompanii huculskiej 2 pułku piechoty Legionów Polskich (Płaj 38)

Andrzej Wielocha

01_komp_huc_kossakPod koniec listopada 1914 r. 71 rosyjska dywizja piechoty rozpoczęła ofensywę z rejonu Śniatynia i Waszkowiec w górę doliny Czeremoszu. Pod jej naporem austriacka 54 dywizja piechoty gen. Schultheissa cofnęła się aż do Uścia Putyłowego. Dowódca frontu gen. Pfanzer-Baltin postanowił na zagrożony odcinek frontu przerzucić bataliony wydzielone z grupy Legionów Polskich.
25 listopada 1914 r. przyszedł do Rafajłowej rozkaz nakazujący grupie gen. Durskiego złożonej z 5 batalionów 2. i 3. pułku piechoty przejście pospiesznym marszem w dolinę Czarnego Czeremoszu w rejon Krzyworównia – Jasienów Górny na pomoc cofającej się 54 dywizji. Grupa, którą prowadził płk. Zygmunt Zieliński została podporządkowana gen. Schultheissowi dowódcy cofającej się 54 dywizji. Marszruta wydzielonych oddziałów wiodła doliną Dołżyńca, a następnie Prutca do Tatarowa. Postoje wyznaczono w Błotku, Tatarowie, a następnie w Worochcie, Żabiem i w Jasienowie Górnym. Wraz z grupą odeszła z Rafajłowej część artylerii i kawaleria, a za nimi cała Komenda Legionów. Tabory skierowano przez Königsfeld (1), Dombo do Taraczköz w dolinie Cisy, gdzie załadowane zostały na wagony i przewiezione koleją do Körösmezö. Cała ta operacja w literaturze historycznej, a także we wspomnieniach funkcjonuje najczęściej pod nazwą „kampania na Huculszczyźnie”, co jest o tyle ciekawe, że przecież Rafajłowa i jej najbliższe okolice, tak w większości opracowań etnograficznych, jak i w potocznym mniemaniu, to także Huculszczyzna. Czytaj dalej

Słowo wstępne do Muzyki Huculszczyzny (Płaj 46)

Stanisław Vincenz

(Fragment)ajdukiewicz_muzyka_huculska

Poniższy tekst to nigdzie dotąd niepublikowany wstęp napisany przez Stanisława Vincenza do książki Stanisława Mierczyńskiego „Muzyka Huculszczyzny” (maszynopis ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej, sygn. C191, depozyt PWM).

Jak dziwne a przeróżne elementy – czasem już tylko ich szczątki i okruszyny – zgarnęła i zachowała owa „kieszonka cywilizacyjna” Wierchowina huculska. Nieraz z daleka zaniesione – wiatrem wschodnim, wiatrem zachodnim. Możemy je dostrzec na każdym kroku.
Dla przykładu wydobądźmy garść szczegółów, pomijając znane już wspólnoty i wpływy z zakresu parsterskiego gospodarstwa i słownictwa.
Opisując „huculskie pyśmo” tj. karby, tzw. rawasze, służące do dość skomplikowanych rozliczeń, mogłem stwierdzić podobieństwo ich do systemu karbów bałkańskich, serbskich rewaszy, bułgarskich raboszy, a identyczność z rewaszami dalmatyńskiemi. W ornamentyce snycerstwa i inkrustacji huculskiej chcą widzieć niektórzy wpływy tureckie nawet perskie. Także w przejawach duchowej kultury nasunie się niejeden aspekt ciekawy. W podaniach, Czytaj dalej