Płaj – artykuły

Święty Jurij pogromca smoków

Wczoraj był dzień św. Jerzego Zwycięzcy – pogromcy smoka. Jego święto obchodzone jest przez kościół katolicki 23 kwietnia, zaś przez kościoły wschodnie właśnie 6 maja. Święty Jerzy (ur. w III wieku w Kapadocji, zm. 23 kwietnia ok. 303 w Liddzie) to patron rolników i pasterzy, i właśnie przez tych ostatnich szczególnie czczony. Jest więc dobra okazja do przypomnienia opowiadania Romana Jarymowicza zatytułowanego „Gościna na połoninie Czywczyn” opublikowanego w Płaju 53, w którym znajdziemy niezwykłej urody opis walki św. Jurija ze smokiem-szczeznykiem próbującym zasypać majowym śniegiem owce świeżo wyprowadzone na połoninę. Tekst pochodzi ze zbioru Р. Яримович, Гуцульськими плаями. Оповідання, нариси, спомини, Буффало 1993,  w tłumaczeniu Leszka Rymarowicza. Tu do pobrania w pliku PDF.

Mieczysław Romanowski, W górach Pokucia

I znowu trzeba siedzieć w domu, udostępniamy więc kolejny artykuł z Płaju (tom 55) mając nadzieje, że lektura choć trochę złagodzi pandemiczne restrykcje. Przypominamy dziś – wart naszym zdaniem sumiennej lektury – najstarszy reportaż literacki z włóczęgi po górach Huculszczyzny pt. Kilka dni w górach Pokucia autorstwa Mieczysława Romanowskiego, który wykazał się w nim świetnym zmysłem obserwacyjnym, a jego spostrzeżenia poczynione przed z górą 150 laty nie straciły nic na atrakcyjności. Opublikowany został po raz pierwszy w lwowskim „Dzienniku Literackim” z 1857 r. Blisko sześćdziesiąt lat później zamieścił go też „Tygodnik Ilustrowany” z 1916. Reportaż Romanowskiego uzupełniamy dwoma jego romantycznymi wierszami wschodniokarpackimi, które — dodajmy — były jednymi z pierwszych w literaturze polskiej poświęconych wprost tym górom. Tu do pobrania pdf.

O niedoszłym pomniku Piłsudskiego w Lesku

Z okazji zbliżającego się Święta Niepodległości warto przypomnieć, że przed ratuszem leskim stanąć miał niegdyś pomnik Józefa Piłsudskiego. W czerwcu 1935 r. opracowano już nawet jego szczegółowy projekt. Na cokole wysokości ok. 4 m stanąć miało wysokie na ponad metr popiersie Marszałka. Ściany cokołu ozdabiać miały wizerunki orła, rzeźby „krzyżów legionowych”, wieńce laurowe i litery „JP”. Na froncie zaś, na wprost wejścia do magistratu (i naprzeciw okien burmistrza) umieszczony miał być napis: „Wodzowi J. Piłsudskiemu Obywatele”. W pomnik planowano wmontować spoczywający już na tym skwerku od prawie roku „głaz Legionowy”: „format jaja, kamień wydobyty z rzeki Sanu, toczony falami rzeki. Na nim tablica marmurowa z nazwiskami żołnierzy Wodza z powiatu leskiego”. Niestety, plany te spełzły na niczym, a dlaczego? O tym można przeczytać w artykule Leszka Rymarowicza w Płaju 57. Zapraszamy do lektury.

Zaginiony krajobraz bieszczadzkich połonin

Dziś w ramach udostępniania archiwalnych płajowych tekstów kolejna propozycja. Niemal trzecią część 56 tomu Płaju zajmuje obszerna monografia bieszczadzkich połonin napisana przez Wojciecha Krukara, doskonałego znawcy i badacza tych gór znanego nie tylko z publikacji w naszym Almanachu. Na podstawie wywiadów z dawnymi mieszkańcami bieszczadzkich wiosek (w większości już dziś nieżyjącymi) autor artykułu rekonstruuje organizację gospodarki połoninnej i odnajduje jej zachowane do dziś w terenie relikty. Niestety, jak sam pisze, wysiedlenie lokalnej społeczności w 1946 r. doprowadziło do zaniku kultury pasterskiej i uniemożliwiło jej bardziej systematyczną dokumentację. Jeżeli ktoś chce poczytać o ukrytej w bieszczadzkim krajobrazie prawdziwej historii tych gór, serdecznie zapraszamy do lektury (do pobrania w pdf).

Legion Polski w Marmaroszu

Sto pięć lat temu 15 kwietnia 1915 r. w Kołomyi powołano oficjalnie do życia II Brygadę Legionów Polskich. Jest to pewien paradoks, bo II Brygada, nosząca dumny przydomek „karpacka” od momentu swego oficjalnego powstania nigdy w Karpatach nie walczyła.  Żołnierze nowo utworzonej formacji mieli jednak już za sobą pół roku walk jesienno-zimowych w Karpatach, które zapisały się w naszej historii. Dziś jest zatem dobry pretekst do tego, żeby sobie przypomnieć początek tych karpackich walk będący brutalnym zderzeniem trochę naiwnych marzeń o wolnej Polsce z okrutnymi realiami wojny.
Zapraszamy do lektury artykułu Andrzeja Wielochy pt. Legion Polski w Marmaroszu (pdf) z Płaju 49.

Nasz Kronprinz Rudolf

Nieoczekiwana i tragiczna śmierć w Mayerlingu następcy tronu arcyksięcia Rudolfa Habsburga w nocy z 29 na 30 stycznia 1889 r. wstrząsnęła całym cesarstwem i na długo zawładnęła umysłami poddanych. Do tego stopnia, że przez następne kilkanaście przynajmniej lat wieściami o „wędrującym Rudolfie” żyli mieszkańcy galicyjskich wsi i miasteczek, zdarzało się nieraz, że był to główny temat rozmów towarzyskich i to nie tylko wśród prostego ludu. Te legendy i opowieści stały się jednym z motywów łączących cały karpacki świat, prawie tak powszechnym jak wołoska terminologia pasterska czy toponimia.
Zapraszamy do wędrówki po galicyjskiej i bukowińskiej części Karpat śladami naszego Kronprinza Rudolfa i do lektury artykułów Leszka Rymarowicza z Płaju 51 (do pobrania w pdf).

Na rzymskim płaju w Karpatach

Kontynuując udostępnianie tekstów zamieszczonych w wydanych wcześniej tomach Almanachu karpackiego Płaj, chcemy przypomnieć artykuł z tumu 54, który wprawdzie biorąc za punkt wyjścia Huculszczyznę, sięga jednak czasów o wiele starszych i tematu jak do tej pory na naszych łamach nieporuszanego, mianowicie Rzymian i rzymskich wpływów w Karpatach. Rzecz jest o Porolissum, rzymskim mieście z II i III w. n.e. położonym w górach Meseş, którego pozostałości są zabytkiem fascynującym pod każdym względem i wartym tego, żeby choć trochę o nim poczytać, nawet z nudów. Do pobrania w pdf.

Tajemnica obelisku pod Sokólską Skałą

Skała Sokólski albo Sokólska zwieszająca swoje zerwy nad nurtem Czeremoszu, między Rożnem Wielkim, a Tudiowem, kilka kilometrów przed Kutami, jest niezwykle malownicza i jeszcze dziś robi duże wrażenie, a kiedyś była prawdziwym postrachem prowadzących daraby kermanyczów. W listopadzie 1990 roku odsłonięto na niej pomnik Tarasa Szewczenki autorstwa lwowskich rzeźbiarzy Wasyla i Wołodymyra Odrechiwśkich. Ma on nawiązywać do istniejącego to ponoć dawniej pierwszego narodowego pomnika Szewczenki na Ukrainie, a nawet  w ogóle na świecie. Autorzy artykułu z Płaju 47 podążając tropem dziejów tajemniczego obelisku pod Sokólską Skałą nad Czeremoszem odkrywają prawdziwe jego pierwotne przeznaczenie oraz wtórny, choć autentyczny i coraz mocniej obrastający legendą związek z Tarasem Szewczenką. Artykuł do pobrania w pdf.

Jako cholerę wygnali ze Zakopanego

Dla tych, którzy skazani są na przymusowe siedzenie w domach i nie bardzo wiedzą co zrobić z czasem, postanowiliśmy zamieścić na karpackich kilka artykułów publikowanych wcześniej na łamach naszego Almanachu. Na początek mały, a ucieszny drobiazg, jak najbardziej na czasie, z ostatniego, 57 tomu.

Gadka góralska

Pytacie sie panie, jako to beło z onom cholerom, co tu do, nas zwlekła sie ze Śpisa, bedzie temu cosi ze trzydzieści roków abo i wiency? Dyć to mi opowiedał stary Wala, bo beł przi tem, jak jom pon Ałubiński*) hań prasneli dołu z Leliowego do Wierchcichy doliny na liptoską stronę.
Ano beło to tak. Drzewiej, kie jesce tyło państwa nie jeździło do Zakopanego, przijechoł jak raz Iate pon Ałubiński z Warsiawy i siedział u ksiendza Stolarczyka kole nowotarskij drogi. A że to beł fajny cłek i do gór barz ciekaw, zaraz se dobrał Szymka Tatara, Wojtka Roja a i Sabałę i Maćka Sieczke i Wojtka Ślimaka i Jendrka Wale starego. Furt z nimi na wirchy chodzował…
Rozpalili se bywało watrę ka przi stawku, abo w kosówce na przełonczce… warzyli herbe i ukwalowali raze o różnych różnościach, a Sabała grał na gęślikach to na zbójeckom nute, to na orawskom, to na chochołoskom, bo pon Ałubiński straśnie się w tyk nasyk góralskik nutach zalubieli… a pote dali knajali w turnie i na wirch. I tak se chodzili, jak ino piknie beło, a kie sie zagajdało, to wracali dobrze piknie do wsi i siedzieli se wraz na ganecku, abo pon Ałubiński grali se z ksiendze w karty, pokiel sie nie rozgajdało, że ino znowu w góry hybać warciućko.
Akuratnie wte przywlekły zidy cholere z Wengier… a to, jak gwarzyli starzy ludzie, beło se takie stare wrodne babsko, ale ji nik nie widzioł, bo ino po ćmie łaziła i do chałup zazirała. A kie ino duchneła do wnuka do świetlice, to ci zaraz cłeka chyciła taka chorość, co go do cna wyonacyło na jednom i na drugom stronę, a poniektury to i całkie sie na tamten świat wykopyrtnon.
Zaraz słychno w Groniu umarła stara Wójciaczka… w Poroninie cosi ze trzi baby, a i tu w Zakopane zmarło sie staremu Krzysiowi z pod Gubałówki i Jaśkowi od Walczaka, choć młody parobek beł… i Rojowej Zoście na Zyczańskim… a i dziecisków to kielo telo wygineno. U samych Jarząbków dwoje takich, co już owce pasały.
Pon Ałubiński, jako że uczony doktor beł, a i pon śwarny a ludzki cłek, chodzieł po chałupach, kie ino kogo chyciło i sam liki dawał i smarował, a poniekturego to wej całkie do życia wykrzysił. Ino mu sie kotwiło, że tyj cholery na oczy swoje ni móg wypatrzyć. Czytaj dalej

Pałahna – niania Stanisława Vincenza

Na okoliczność nadchodzących szybkimi krokami krakowskich uroczystości upamiętniających 130. rocznicę urodzin Stanisława Vincenza i towarzyszących im ważnych wydarzeń w postaci Sesji Krajoznawczej poświęconej autorowi tetralogii Na wysokiej połoninie oraz Międzynarodowej Konferencji pt. „Vincenz. Dialog – Karpaty – Europa Środkowa”, o których pisaliśmy już w poprzednich postach, przypominamy dziś artykuł o Połahnie Słypeńczuk-Rybeńczuk opublikowany w 52 tomie Płaju. Opowiada on o huculskiej niani Stanisława Vincenza, której wkładu w postrzeganie Huculszczyzny przez autora „Wysokiej połoniny” wprost nie sposób przecenić.  To ona w krzyworównieńskim dworze wprowadzała małego Siunę w świat huculskich mitów i huculskiej gwary, co po latach zaowocowało jedynym w swoim rodzaju dziełem. To dzięki niej Stanisław Vincenz zakochał się w Huculszczyźnie i potrafił ją zrozumieć jak nikt przed nim, ani nikt po nim.
Płaj 52, str. 47, Leszek Rymarowicz, Iwan Zełenczuk, Jarosław Zełenczuk, Pałahna. Stanisława Vincenza przewodniczka po huculskiej duszy (plik pdf).