Płaj – artykuły

Święto w Łopience. Reportaż z Łemkowszczyzny (Płaj 50)

lopienka_katasterJuż z tydzień wcześniej słyszę jak we wsi opowiadają:
– Święto będzie w Łopience, wielkie święto!
Myślę sobie: trzeba będzie pójść, popatrzyć, może akurat zobaczę tam coś ciekawego… Zresztą tutaj, na Łemkowszczyźnie, wszystko, co się akurat dzieje, jest ciekawe, ale mało znane szerszemu ogółowi. Te wszystkie nasze narodowe, religijne, socjalne i szkolne stosunki… Tak by się chciało o tym wszystkim opowiedzieć szerzej, dokładniej, zaspokoić ciekawość wszystkich Ukraińców, opowiedzieć, że Łemkowszczyzna żyje i żyć będzie, bo tu na straży naszego Narodu stoją Łemkowie – twardzi jak te głazy na ich górzystej i kamienistej ziemi. Czytaj dalej

Dzieje kompanii huculskiej 2 pułku piechoty Legionów Polskich (Płaj 38)

Andrzej Wielocha

01_komp_huc_kossakPod koniec listopada 1914 r. 71 rosyjska dywizja piechoty rozpoczęła ofensywę z rejonu Śniatynia i Waszkowiec w górę doliny Czeremoszu. Pod jej naporem austriacka 54 dywizja piechoty gen. Schultheissa cofnęła się aż do Uścia Putyłowego. Dowódca frontu gen. Pfanzer-Baltin postanowił na zagrożony odcinek frontu przerzucić bataliony wydzielone z grupy Legionów Polskich.
25 listopada 1914 r. przyszedł do Rafajłowej rozkaz nakazujący grupie gen. Durskiego złożonej z 5 batalionów 2. i 3. pułku piechoty przejście pospiesznym marszem w dolinę Czarnego Czeremoszu w rejon Krzyworównia – Jasienów Górny na pomoc cofającej się 54 dywizji. Grupa, którą prowadził płk. Zygmunt Zieliński została podporządkowana gen. Schultheissowi dowódcy cofającej się 54 dywizji. Marszruta wydzielonych oddziałów wiodła doliną Dołżyńca, a następnie Prutca do Tatarowa. Postoje wyznaczono w Błotku, Tatarowie, a następnie w Worochcie, Żabiem i w Jasienowie Górnym. Wraz z grupą odeszła z Rafajłowej część artylerii i kawaleria, a za nimi cała Komenda Legionów. Tabory skierowano przez Königsfeld (1), Dombo do Taraczköz w dolinie Cisy, gdzie załadowane zostały na wagony i przewiezione koleją do Körösmezö. Cała ta operacja w literaturze historycznej, a także we wspomnieniach funkcjonuje najczęściej pod nazwą „kampania na Huculszczyźnie”, co jest o tyle ciekawe, że przecież Rafajłowa i jej najbliższe okolice, tak w większości opracowań etnograficznych, jak i w potocznym mniemaniu, to także Huculszczyzna. Czytaj dalej

Słowo wstępne do Muzyki Huculszczyzny (Płaj 46)

Stanisław Vincenz

(Fragment)ajdukiewicz_muzyka_huculska

Poniższy tekst to nigdzie dotąd niepublikowany wstęp napisany przez Stanisława Vincenza do książki Stanisława Mierczyńskiego „Muzyka Huculszczyzny” (maszynopis ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej, sygn. C191, depozyt PWM).

Jak dziwne a przeróżne elementy – czasem już tylko ich szczątki i okruszyny – zgarnęła i zachowała owa „kieszonka cywilizacyjna” Wierchowina huculska. Nieraz z daleka zaniesione – wiatrem wschodnim, wiatrem zachodnim. Możemy je dostrzec na każdym kroku.
Dla przykładu wydobądźmy garść szczegółów, pomijając znane już wspólnoty i wpływy z zakresu parsterskiego gospodarstwa i słownictwa.
Opisując „huculskie pyśmo” tj. karby, tzw. rawasze, służące do dość skomplikowanych rozliczeń, mogłem stwierdzić podobieństwo ich do systemu karbów bałkańskich, serbskich rewaszy, bułgarskich raboszy, a identyczność z rewaszami dalmatyńskiemi. W ornamentyce snycerstwa i inkrustacji huculskiej chcą widzieć niektórzy wpływy tureckie nawet perskie. Także w przejawach duchowej kultury nasunie się niejeden aspekt ciekawy. W podaniach, Czytaj dalej

Pierwsze strzały w Rafajłowej (Płaj 38)

Konstanty Edward Cieszkowski rtm. 22 p. uł.

Od redakcji

zz_walkaPrezentujemy poniżej obszerny fragment odnalezionego w Centralnym Archiwum Wojskowym niepublikowanego nigdzie do tej pory wspomnienia Konstantego Cieszkowskiego o pierwszej bitwie Legionów Polskich pod Rafajłową. Relacja w postaci maszynopisu spisana została w 1935 roku, a więc po ponad dwudziestu latach od samych wydarzeń. O autorze niestety nic nie wiemy poza tym, że pod relacją podpisany jest jako rotmistrz 22 pułku ułanów, natomiast podczas walk pod Rafajłową był szeregowym strzelcem. Wydaje się jednak, że posiadał już wówczas znaczne wykształcenie skoro czytał wpisy w księdze pamiątkowej po niemiecku i rosyjsku i w tym ostatnim rozpoznał wiersz Puszkina. W relacji ustosunkowuje się do wcześniejszych publikacji dotyczących walk Legionów Polskich w Karpatach oraz przywołuje dokumenty archiwalne. Nie to wydaje się jednak najcenniejsze w tej relacji, a przede wszystkim zawarta w niej autentyczna atmosfera tamtych dni i tragizm zderzenia młodzieńczych, naiwnych wyobrażeń wojny wyniesionych z Drużyn Strzeleckich z jej brutalną prawdą. 
Tytuł tekstu pochodzi od redakcji. Oryginalny dokument jest zatytułowany Rozpoznanie i walka spotkaniowa 13 kompanii 3 p. p. Legionów Polskich w marszu z Węgier przez Pantyr do Rafajłowej w 1914 r.(Centralne Archiwum Wojskowe syg. I.400.2510). Pozostawiliśmy go w oryginalnej pisowni, wprowadzając jedynie drobne poprawki, głównie interpunkcyjne, bez których lektura byłaby utrudniona.

Andrzej Wielocha

…Gorzej było z wyżywieniem. Kompanje ogromne, a kuchnie polowe małe, porcje żywności nie wystarczające. Kucharze niewprawni przeważnie niezdolni do szeregu profesorowie gimnazjalni starsi wiekiem, urzędnicy i t.p. Ludność Koenigsfeldu to biedni małorolni, lub bezrolni, drwale czerpiący źródło dochodów nie z ziemi górskiej, której tu mało, lecz z robót leśnych, w tartakach i spławie drzewa z sąsiednich ogromnych magnackich domen leśnych. Nic dziwnego, że Niemki kolonistki po inaugurującej gościnność wieczerzy w dniu 9.X. już następnego ranka żądały za jeden ziemniak od legjonistów po 5 h. austr.
Nic dziwnego: zima w górach długa, ciężka i surowa, a wieś prawie od świata odcięta. Dowóz w zimie utrudniony. Młody wiek przeważnie poniżej 20 lat, górskie powietrze, zdrowie i dużo ruchu sprawiły, że młodym żołnierzykom prawie stale kiszki marsza grały… Czytaj dalej

Henryk Gąsiorowski (1878-1947) Szkic biograficzny (Płaj 13)

Kazimierz Ciechanowicz

gasiorowski_kieptar_mW styczniu 1997 r. minęła pięćdziesiąta rocznica śmierci Henryka Gąsiorowskiego — wybitnego znawcy problematyki wschodniokarpackiej. Jako że w szerszych kręgach miłośników gór jego sylwetka jest zupełnie nieznana, wydaje się celowe przedstawienie jego biografii w poniższym szkicu.
Henryk Erazm Korwin Gąsiorowski urodził się l kwietnia 1878 r. w Zaleszczykach na Podolu. Był synem doktora medycyny Leonarda Aleksandra Korwina Gąsiorowskiego i Marii Henryki ze Stecherów de Sebenitz. Dzieciństwo spędził w rodzinnej miejscowości, gdzie ojciec prowadził praktykę lekarską. Po ukończeniu dwóch (względnie trzech) klas szkoły ludowej wstąpił do c.k. Wyższego Gimnazjum w Stanisławowie, które ukończył w roku 1893. Następnie Henryk rozpoczął naukę w Seminarium Nauczycielskim we Lwowie, gdzie zgłębiał m.in. język polski, historię, geografię, język niemiecki i gimnastykę. Od l grudnia 1897 r., jeszcze przed ukończeniem seminarium, rozpoczął praktykę w zawodzie, obejmując funkcję tymczasowego nauczyciela II klasy w szkole ludowej w Niżniowie. Czytaj dalej

O Romanie Kumłyku – huculskim muzyku (Płaj 19)

kumlyk_bystrzec3Mariusz Martyniak

Huculszczyzna – kraina od lat penetrowana przez badaczy kultury i sztuki ludowej, specjalistów od nauk przyrodniczych oraz kolejne pokolenia turystów – opisana została w wielu publikacjach przedwojennych i współczesnych. Dzięki nim każdy miłośnik tego regionu wie, że jego mieszkańcy, Huculi, nosili niezwykle barwne stroje ludowe, budowali charakterystyczne zagrody, zwane grażdami, trudnili się wypasem bydła i owiec na połoninach, a bawili w rytmach kołomyjki, co „do tańca porywa”. Wiele z tych zwyczajów bezpowrotnie odeszło, inne się zmieniały zgodnie z panującą modą.
Dzisiaj strój huculski zakłada się jedynie w święta i przy innych wyjątkowych okazjach, a z powodu wysokiej ceny nie każdy może pozwolić sobie na jego skompletowanie. Tradycyjna gospodarka pasterska zamarła, zastąpiona w latach komunizmu gospodarstwami państwowymi. Grażd też się już nie buduje.
Muzyka przetrwała. W publikacjach niewiele miejsca jej poświęcono, bo też nie sposób o niej czytać, należy jej słuchać. Znakomitą możliwość stwarza huculski multiinstrumentalista Roman Kumłyk i jego kapela „Czeremosz”. Czytaj dalej

Artysta w wirze historii: Leon Getz (Płaj 44)

Leszek Rymarowicz

fragment

(…) Pracę pedagogiczną w Państwowym Gimnazjum Męskim im. Królowej Zofii w Sanoku rozpoczął w dniu 1 I 1925 r. jako nauczyciel rysunku i języka ukraińskiego, a potem także w dwu innych zakładach szkolnych. Przez cały „sanocki” okres życia z nadzieją spoglądał na Lwów, widząc wyłącznie tam możliwość artystycznego spełnienia. W Sanoku malarz spędził 19 lat życia, zresztą pod względem artystycznym było to 19 lat najlepszych.
Był chyba pierwszym zawodowym malarzem, który rozstawiał sztalugi w różnych miejscach starego Sanoka. Budził ciekawość i stał się postacią powszechnie znaną. Jak wspomina sam Getz, pracował na trzech etatach. Wczesnym rankiem jako artysta malarz, potem jako nauczyciel w jednej, później w trzech szkołach, prowadząc także (jak to się wtedy pięknie określało) inwigilacje uczniów, oraz jako działacz społeczny, organizator i kierownik muzeum „Łemkiwszczyna”. Był także bibliotekarzem w czytelni „Proświty” oraz śpiewał w chórze. Jego śpiew doceniła podczas pobytu w Sanoku słynna śpiewaczka Salomea Kruszelnicka. Mieszkał zaś w malutkim wynajętym pokoju na poddaszu, wśród swoich obrazów, i mówiąc bez ogródek, często przymierał głodem. Czytaj dalej

Połonina nie lubi szachrajstwa (Płaj 43)

Petro Szekeryk-Donykiw, Dido Iwanczik (fragment)
Z nastaniem wieczoru cała chudoba była już na swoim miejscu. Krowy spały w korowarce, woły w bowharce, konie w stadnarce, tylko owce spały w osobnych botejach w carkach. Miszannycy wieczorem podoili swoje boteje każdy osobno i zaglegali to mleko dla siebie, a nie dla deputata, bo watah Karpa miał jeszcze tego wieczoru wiele zajęć w stai. Przed zastajkami koło chudoby, przy koszerach pasterze i miszennycy palili wielkie watry przez całą noc, aby dzikie zwierzęta nie straszyły chudoby. W stai też paliła się wielka watra, bo watah, deputat, starszy owczarz i wielu miszennyków do późna prowadzili rozhowory przy watrze. Iwanczik grał na fłojerze, a te kobiety które przyszły zamiast swoich mężów na połoninę do dojenia na miarę, na przemian z mężczyznami śpiewały z flojerą rozmaite śpiewanki. Częstowali się gorzałką. Opowiadali swoje przygody czasem tak wesołe, że od śmiechu zalewali się łzami. Starsi opowiadali o dawności i o opryszkach. Aż gdzieś po północy położyli się spać, tam gdzie kto mógł znaleźć miejsce, aby choć troszkę, do pierwszej rannej zorzy, podrzemać. Watah z deputatem spali na swoich miejscach za werkluchem przy watrze, na ławach. Wielu miszennyków legło spać w stai na ziemi. Leżeli na przemian mężczyźni z kobietami, ale spali uczciwie, jak bracia z siostrami, bo bali się, że jakby spokojnie nie spali, to mogli by zaszkodzić chudobie na połoninie. Pasterze strzegli się, aby nie spać na połoninie z cudzą żoną, bo przez całe lato nie zdołali by odegnać się od wilków i niedźwiedzi, tak nachodziłby w nocy dziki zwierz ich koszary i zagrody z chudobą, bo nie można robić rozpusty na połoninach.
(…) Czytaj dalej

Czukutycha – śpiewająca opiekunka huculskiej dawności (Płaj 44)

Iwan Zełenczuk, Jarosław Zełenczuk

(fragment)

Badania przyrody, historii i kultury Huculszczyzny opierają się na źródłach pisanych, dokumentach archiwalnych i materiałach zebranych podczas ekspedycji, których osnowę stanowią wywiady ze starszymi mieszkańcami naszego kraju. Przy badaniach nowych, nieznanych tematów często trzeba polegać tylko na ludowej pamięci — ustnych przekazach długowiecznych osób. Na tę ludową pamięć zwrócił uwagę Stanisław Vincenz (1888–1971) w swojej epopei dawnej Huculszczyzny Na wysokiej połoninie. Prawda starowieku wydanej w 1936 r. Autor wskazywał, że huculska pamięć ma fenomenalną cechę trwałości mimo upływu czasu: „Dla dawnych ludzi sto lat to nie tak znów dużo było, a dwieście także nic takiego. Nie tylko dlatego, że żyli długo, także dlatego, że długo żyła pamięć żywa”. Czytaj dalej

O Hucułach dla Encyklopedii Ukraińskiej (Płaj 43)

Stanisław Vincenz

(fragment)

Grenoble 7.XI.1955 r.

Wielce Łaskawy i Drogi Panie Profesorze, (1)

Stanisław Vincenz (Станіслав Вінценз)

Ufam, że mi Pan wybaczy opóźnienie i to że nie dawałem znaku życia. Mnie samego gnębiło to już niemało, ale proszę mi wierzyć, całe to lato mam tak wypełnione pracą, że nieraz nie wiem co naprzód zacząć. I w tej chwili także odłożyłem na bok inne prace i listy, bo komuś „krzywda” musi się stać. Bo oto straszna rzecz, na kalendarzu widnieje jak byk data 7-mego listopada, a Pan życzył sobie abym przysłał ten zarys około pierwszego!
Dla usprawiedliwienia dodam, że musiałem nie tylko wykończyć tego lata książkę na którą czeka, także pobłażliwie, wydawca francuski, ale ponadto sprawić się z korektami angielskiego i polskiego wydania „Na wysokiej połoninie”, z całą ogromną korespondencją i wszystkimi kłopotami a nawet zmartwieniami które zawsze są, a teraz szczególnie z powodu odległości, połączone z wydawaniem i przygotowaniem książki. Poza tym miałem jeszcze dawno obiecane recenzje książki do odrobienia itp. Czytaj dalej