Płaj 56 ku zachodowi przesunięty

Mówią niektórzy, że „Płaj” jest pismem wschodniokarpackim, żeby nie powiedzieć — huculskim. Na szczęście nie zawsze. Tym razem mamy do czynienia z wyraźnym przesunięciem na zachód. Czołowe miejsce i niemal trzecią część tomu zajmuje monografia bieszczadzkich połonin napisana przez Wojciecha Krukara, znanego nie tylko z „Płaju” znawcy i badacza tych gór. Na podstawie wywiadów z dawnymi mieszkańcami bieszczadzkich wiosek (w większości już dziś nieżyjącymi) autor rekonstruuje organizację gospodarki połoninnej i odnajduje jej zachowane do dziś w terenie relikty. Niestety, jak sam pisze, wysiedlenie lokalnej społeczności w 1946 r. doprowadziło do zaniku kultury pasterskiej i uniemożliwiło jej bardziej systematyczną dokumentację. Z artykułem Wojtka koresponduje dotyczący tych samych okolic, lecz lżejszy w tonie tekst Leszka Rymarowicza, przypominający za prasą z przełomu XIX i XX w. niektóre „afery” z ówczesnych Bieszczadów. Osobliwe wrażenie robi zwłaszcza wybuch żalu, który nastąpił w bieszczadzkich wioskach po śmierci żydowskiego lichwiarza z Lutowisk. Trudno nam to pojąć, ale ów „krwiopijca” był zarazem ostatnią deską ratunku dla przymierających na przednówku głodem, a pozbawionych środków pieniężnych włościan.
Przesuwając się dalej na zachód, trafiamy na kolejny odcinek serialu Macieja Śliwy o konfederatach barskich, tym razem skupiający się na wydarzeniach w okolicy Nowego Żmigrodu. Następnie zaś docieramy w Beskid Sądecki, gdzie Joanna Jędrysik zapoznaje nas z pewnymi szczegółowymi wynikami archeologicznymi z Zabrzeży nad Dunajcem. A już na sam koniec polskich Karpat doprowadza nas szkic Ryszarda Remiszewskiego o pięknej postaci „piśmiarza” ze Śląska Cieszyńskiego. W roku 130. rocznicy urodzin Stanisława Vincenza nie mogło zabraknąć bloku vincenzowskiego. Tym razem są to sprawozdania z działań Towarzystwa Karpackiego (i nie tylko) podjętych dla uczczenia jubileuszu piewcy Huculszczyzny, zarówno w Krakowie, gdzie vncenzowska konferencja zgromadziła prelegentów i gości nie tylko z Polski, lecz także z Werchowyny, Lwowa, Kijowa, Wiednia i nawet… Hajfy, jak i na samej Huculszczyźnie. Z artykułu Leszka Rymarowicza dowiadujemy się z satysfakcją, że uhonorowano Vincenza również w licznych miejscowościach Ukrainy.
Szczególną perełką tego tomu jest sprawozdanie George Popescu, biznesmena z Bukaresztu, który w wieku czterdziestu kilku lat, po wieloletniej przerwie powrócił w góry i w ciągu zaledwie trzech sezonów powtórzył wyczyn naszego kolegi Jurka Montusiewicza, zdobywając Koronę Karpat Rumuńskich — najwyższe szczyty wszystkich pasm górskich tego kraju w liczbie stu. Myślę, że starzy bywalcy karpackich szlaków z uśmiechem przeczytają o jego perypetiach i jego podejściu do gór.

A tu zawartość tomu.